Strony

poniedziałek, 9 września 2019

Weekend 19-20.05.2019 Broumov, Trutnov etc. - Sobota....

Na nadchodzący weekend szykuje się rewelacyjna pogoda, więc trzeba to odpowiednio wykorzystać tym bardziej, że temperatura zarówno za dnia jak i w nocy ma być już całkiem przyjemna 😉 Oczywiście jakiś konkretnych pomysłów na ten wyjazd nie miałem. We łbie świtało mi kilka różnych kierunków wyjazdu. Ostatecznie budząc się z rana postanowiłem, że obiorę kierunek zachodni bo jednak tam prognozują znacznie lepszą pogodę😉

Jadę więc bardzo dobrze mi znaną trasą wzdłuż granicy przez Vidnave do Javornika. Po drodze znalazł się czas by polatać dronem. Teraz gdy kwitnie rzepak ładnie wygląda świat z góry 😀







W samym Javorniku robię niewielkie zakupy w markecie i jadę w jedno fajne miejsce, które odkryłem całkiem nie tak dawno temu. Wśród łąk, na wzniesieniu od północnej strony miasteczka jest fajny punkt widokowy gdzie ustawiono niewielką wiatę jako schronienie dla turystów. Nie prowadzi tam żaden wyznakowany szlak. Na północ dominuje widok na Wysoczyznę Nyską. Na południe Góry Złote i Wysoki Jesionik. Na pierwszym planie oczywiście widoczny jest zamek Jánský Vrch.





Granicę państwową przekraczam w Złotym Stoku. Kieruję się na Bardo i dalej podrzędnym drogami do Bożkowa.






Mam też już wizję dalszej dzisiejszej trasy, ale za nim ruszę dalej to wypuszczam drona.

Zabytkowy pałac w Bożkowie pochodzi z XVI w. wzniesiony został przez hrabiego von Magnis. Jego obecny kształt powstał w latach 1787-1791.






Kolejnym dzisiejszym celem jest Broumov. Jadę tam jakimiś drogami polnymi, a następnie przez Ścinawki i Sarny. Granicę przekraczam w Tłumaczowie.





Po czeskiej stronie zupełnie inny świat! Wszędzie ścieżki oraz wyznakowane trasy rowerowe. Polska jest daleko w tyle pod tym względem co do naszych południowych sąsiadów....




Docieram do Broumova. Pierwsze to wypadałoby zrobić jakieś zakupy 😉 Robię też objazd starówki wykonując kilka zdjęć.





Kolejny etap to przejazd do Meziměstí. Po drodze świetne widoki na Góry Kamienne, ale to przede wszystkim zasługa rewelacyjnej pogody ! W miasteczku niewielki, barokowy pałac.




Wracam na polską stronę. Docieram do Mieroszowa. Tak sobie postanowiłem, że w dniu dzisiejszym będę obierać tak trasę by nie było zbyt dużych przewyższeń. Jadę więc z reguły wzdłuż cieków wodnych mimo, że trasa nie będzie wcale najkrótszą 😉

Jadąc już od granicy z daleka widoczna jest wieża widokowa na Kościelnej Górze. Najpierw jednak odwiedzam centrum. Znajduje się tam wiele zabytkowych bo barokowych i klasycystycznych kamieniczek. Niestety elewacje tych kamienic niezbyt dobrze wyglądają...





Jadę na wzniesienie ponad miastem gdzie stoi wspomniana wcześniej przeze mnie wieża widokowa. Obiekt w całości drewniany no i w sumie to nie wiem po co została w tym miejscu wybudowana skoro spod samej wieży są dokładnie identyczne widoki jak z niej.





Zbocza szczytu Jatki są bardzo dobrym miejscem do startów lotni i paralotni. Przy tak dobrych warunkach jak chociażby dziś wielu oddaje się swojej pasji.


Siedząc i popijając piwko na ławeczce pod wieżą przeglądam mapę zastanawiając się jak jechać dalej. I wymyśliłem, jadę do Krzeszowa. Tym bardziej, że już od jakiegoś czasu chciałem zobaczyć Czarcią maczugę zwaną czasami Diabelską. Znajduje się ona w miejscowości Gorzeszów i jest wysoka na około osiem metrów.



Stąd do Krzeszowa jest już przysłowiowy rzut beretem.

Pocysterskie Opactwo w Krzeszowie to kompleks najwyższej światowej klasy zabytków. Jego początki sięgają XIII wieku. Opactwo powstało dla benedyktynów w 1242 roku jednak ci już 47 lat później opuścili to miejsce. Bolko I Surowy ustanowił w 1292 roku nową fundację dla cystersów, których sprowadzono z Henrykowa.

Bazylika Wniebowzięcia NMP ze swoimi 71 metrowymi wieżami robi duże wrażenie. Opactwo nazywane jest czasami "Europejską Perłą Baroku".




Przy bramie wjazdowej na teren klasztoru poustawiano tablice informujące o zakazie latania dronami nad całym kompleksem, ale nikt nie zabrania latać w pewnej odległości już spoza granic miejscowości 😉



Zmieniam kierunek jazdy na południowy. Jadę do Chełmska Śląskiego. Warto zobaczyć tamtejszy zespół drewnianych domów tkaczy, ale i sam ryneczek tego byłego miasta jest całkiem ładny. Po drodze mam widok na niewysokie pasmo górskie Zawory.





I ponownie przekraczam w dniu dzisiejszym granicę państwa. 25 kilometrów od Chełmska zlokalizowany jest Trutnov. Docieram tam już późnym popołudniem. Obowiązkowy punkt zwiedzania to starówka z dość dużym placem centralnym. Rynek w jak to nazywam "czeskim stylu", czyli w całości wybrukowany. Lubię takie. I choć nie znajdziemy tu jakoś zbyt wiele zabytków to chwilę czasu warto tu spędzić.







Ze zboczy Jansky Vrch mamy fajną panoramę na miasto. Smaczku dodaje również widok na Śnieżkę choć o tej porze dnia jest bardziej pod słońce.



Właśnie na wzniesieniach na południe od miasta w dniu 27 czerwca 1866 roku miała miejsce krwawa bitwa pomiędzy I korpusem pruskim, a austriackim X korpusem podczas wojny prusko-austriackiej.
Krwawo okupione zwycięstwo Austriaków okazało się zupełnie bez znaczenia ponieważ generał Gablenz musiał się wycofać ze względu na nadciągające pruskie posiłki. Austriackie straty wyniosły około 5 tysięcy żołnierzy przy 1,3 tysiącu strat pruskich.

Dziś o tamtych wydarzeniach przypomina cmentarz oficerów na Janskim vrch oraz rozsiane w całej okolicy pomniki.











Natomiast na sąsiednim szczycie Šibeník ustawiono monumentalny obelisk upamiętniający generała Gablenza.





Mimo kończącego się powoli dnia na brak atrakcji dziś nie będę mógł narzekać. Na początek udaję się do miasteczka Pilníkov. Miejscowość trochę zaniedbana...



 Natomiast znacznie ciekawszym miastem jest Hostinné. Oczywiście obowiązkowym punktem programu są odwiedziny tamtejszego czworobocznego rynku z bardzo ciekawym, renesansowym ratuszem. W rogach wieży stoją dwie monumentalne figury odzianych w rzymskie zbroje olbrzymów. Plac jest otoczony mieszczańskimi domami z portykami z XVI-XVIII w.  Najcenniejszym zabytkiem jest pochodzący z XIII wieku kościół Świętej Trójcy z 53 metrową wieżą. Świątynia była wielokrotnie przebudowywana.






Z miasta wyjeżdżam w ostatnich promieniach słońca. Jeszcze udaje mi się dziś na moment wzbić w przestworza...



Ostatnim punktem dzisiejszego dnia jest Vrchlabí. Miasto zwane przez niektórych "Bramą Karkonoszy". Na horyzoncie dzień pozostawił już jedynie słabą poświatę, a ja staram się wykorzystać ten czas na nocną fotografię miasta. Nigdzie mi się już nie śpieszy ponieważ już jakiś czas temu zdecydowałem gdzie spędzę nadchodzącą noc 😉

W 1545-1546 zbudowano tu piękny renesansowy pałac. Obecnie będący siedzibą urzędu miejskiego. W samym przypałacowym parku spędzam najwięcej czasu, ale i na obydwu rynkach jak i przy klasztorze Augustynów chwilę mi schodzi....








Usatysfakcjonowany efektami sesji foto udaję się na wyznaczone miejsce noclegu. Jest to szczyt Sovinec 765 m. Dość stromy podjazd. Na szczycie mam świetną miejscówkę na rozwieszenie hamaka, ale o tym w kolejnej części....

Galeria:  https://photos.app.goo.gl/xoFuKMVc9EhuwM259


7 komentarzy:

  1. Bardzo piękne fotki, fajny komentarz. Bardzo dobrze się z Panem podróżuje. Dzięki. MK

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam Twój blog od ładnych paru lat i zachwycam się tymi opowieściami. Sam chętnie jeżdżę na rowerze zarówno szosowym jak i mtb, ale niestety nie mam tyle czasu co Ty i w dodatku jeszcze tak wszystko świetnie opisać. Szacun. Może kiedyś przejadę w Twoje rejony na małą przejażdżkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa :)

      Jakbyś się kiedyś w moje okolice wybierał to napisz, a być może uda się ugadać na jakąś wycieczkę :)

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia rowerem nie podróżuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ! Ja sobie zdaję sprawę, że nie każdy poznaje świat na dwóch kółkach ;)

      Usuń
  4. Świetne zdjęcia i opisy.Chyba z butów przesiądę się na rower.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ! Rower to bardzo dobra forma na zwiedzanie, choć nie wszędzie można wjechać ;)

      Usuń