Strony

niedziela, 23 października 2016

Rowerowy Eurotrip 2016 - day 14 - Ten cholerny deszcz... - 05.08.2016

I nastal dzień 14-ty wypadu. Spało mi się całkiem dobrze i pospałbym jeszcze trochę, ale obudził mnie padający deszcz. Grzesiu miał lepiej w rozwieszonym hamaku pomiędzy drzewami ;)

Grzesiu dziś wyjątkowo wcześnie wstał, ale to dlatego, że postanowił w końcu zamienić opony przód z tyłem bo ta tylna starta już niemal do zera. Musi też wymienić dętkę z przodu bo od kilku dni powoli uchodzi mu powietrze. Okazuje się, że jedyna zapasowa dętka, którą ma jest dziurawa ! Ale to nic bo ratuję go jedną ze swoich zapasów ;)



Ten dzień zapowiada się z kiepską pogodą. Z rana nie jest jeszcze źle, ale to co było później to normalna tragedia ! Jeszcze na początku przez kilkanaście kilometrów deszcz jest tylko przelotny i jadąc wzdłuż Dunaju pod drzewami jakoś bardzo on nie przeszkadza.



Mimo nieszczególnej aury rowerzystów na tej jednej z najpopularniejszych tras rowerowych Europy jest bardzo wielu. Zdecydowana większość podróżuje jednak na rowerach elektrycznych. W każdym bądź razie na tym odcinku. Z niektórymi będziemy się ciągle mijać aż do końca dnia.


O 10-tej docieramy do Aschach an der Donau. Najwyższa pora uzupełnić zapasy w miejscowym markecie. Podczas drugiego śniadania zaczyna mocniej padać deszcz... i od teraz aż do końca dnia będzie padać z różną intensywnością. Wielu cyklistów chowa się pod mostami.




Każdy ubiera co ma przeciwdeszczowego i jedziemy dalej. Dziś nie ma już co kalkulować. Pozostało nam 600 km do domu i tylko trzy dni czasu.

Po 50 kilometrach jazdy wysiadła mi bateria w czujniku licznika. Wyczerpała się po zaledwie 2 miesiącach, a ja zapomniałem zapasowych. Grzesiu ma kilka takowych i mi pożycza. Jednak licznik nie zlicza kilka kilometrów, które pokonaliśmy zanim zauważyłem, że przestał działać :/



W samo południe jesteśmy w Ottensheim. Z daleka widoczny jest tamtejszy zamek. Donauradweg dalej biegnie po drugiej stronie rzeki i trzeba skorzystać z promu. Wraz z nami na drugi brzeg przedostaje się kilkudziesięciu rowerzystów.




W strugach deszczu docieramy do Linz. Mam wszystko kompletnie przemoczone. Pod mostem robimy chwilę przerwy.



No, ale trzeba dalej kontynuować jazdę. Teraz trasa rowerowa odbija trochę od Dunaju. Trasa kluczy trochę po niewielkich miejscowościach. W jednej z nich robimy spore zakupy. Leje...




Momentami deszcz jest nie do zniesienia i wykorzystujemy różne mosty i wiadukty by się na chwilę skryć.


17:30 jesteśmy w Grein. Fajne miasto. Chętnie bym trochę pozwiedzał, ale nie w taką pogodę :/ Szybki przejazd przez centrum. Dwa zdjęcia i wracamy nad Dunaj. Tutaj jakoś kiepsko oznakowana trasa.




Około 19-tej docieramy do Persenbeug. Jest też dobra wiadomość..., przestało padać ! Tylko dzień już się kończy....


Przerwa pod zamkiem przy śluzie. I przejeżdżamy przez centrum tego niewielkiego miasta. Robimy ostatnie dzisiaj zakupy.




Po drugiej stronie rzeki Ybbs an der Donau.


Za miastem łapie nas jeszcze chwilowa ulewa, ale nie trwa ona długo. Mijamy znajdujący się na przeciwległym brzegu Melk i kilka kilometrów dalej wynajdujemy miejscówkę na nocleg w starym kamieniołomie...



Statystyki nie są kompletne bo nie zawierają części danych do momentu gdy wyczerpała mi się bateria. Wymiana spowodowała skasowanie wszystkich danych.


I cała galeria z dnia 14:  LINK

cdn...




2 komentarze:

  1. Wspominałeś o tych dłoniach, ale nie sądziłam że będą w "aż" takim stanie! Na zdjęciu wyglądają przerażająco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieźle no nie ? , a kumpel mówi że jazda w deszczu mu nie przeszkadza ;)

      Usuń