Strony

czwartek, 19 listopada 2020

Gliwice, Toszek, Dobrodzień - 06.06.2020

Czerwiec to już czas gdy obostrzenia związane z pandemią zostały znacznie poluzowane. Niby to wcześniej jeździło się rowerem gdzieś po polach i lasach jednak do tego czasu jakoś nie było sposobności by wybrać się na wycieczkę dłuższą niż 200 km. No dobra takie dystanse były już w lutym tego roku, ale od kiedy zamknięto granice wewnętrzne Unii Europejskiej takiego dystansu jeszcze nie zrobiłem. Oczywiście nie było mowy o jakichkolwiek obawach związanych z pokonaniem takiego dystansu bo mam zbyt duże w tym doświadczenie 😉

Zastanawiałem się tylko nad trasą. Przede wszystkim powinna być łatwa, taka bardziej po płaskim 😀Postanawiam zrobić taką pętelkę Kędzierzyn-Koźle - Gliwice - Toszek - Dobrodzień - Olesno - Krapkowice - Prudnik.

Jak to bywa u mnie coraz częściej nie chce się mi wstać skoro świt. Ruszam w drogę gdy gwiazda dzienna jest już bardzo wysoko na niebie. By było łatwiej jadę na kolarce no i przede wszystkim głównymi drogami.



Jadąc krajową 40tką podążam na Kędzierzyn-Koźle. Późnowiosenne widoki cieszą oko 😀

Tuż przed Głogówkiem na wzniesieniu zwanym "Glinianą Górką" stoi niewielki kościółek. Patronem tej niewielkiej świątyni jest Matka Boska. Pierwszą kaplicę w tym miejscu postawiono w roku 1638. Zaledwie pięć lat później została zniszczona przez stacjonujące tu wojska szwedzkie. Franciszek Euzebiusz kazał w 1687 r. zbudować nowy drewniany kościółek, który przetrwał niecałe sto lat. W 1779 r., Henryk Ferdynand Oppersdorff nakazał z kolei w tym miejscu wybudować obecną murowaną. Kościółek uszkodzony został i zdewastowany w czasie ostatniej wojenny. Odnowiono go w 1950 r.



Tuż przed samym Głogówkiem przejeżdżamy przez niewielką wieś Mochów. 
Na uwagę zasługuje tu przede wszystkim zespół klasztorny paulinów, który został wybudowany w 1388. Była to druga fundacja księcia Władysława Opolczyka zaraz po Jasnej Górze. Obecne zabudowania zespołu klasztornego pochodzą z XVIII-XX w.




Sam Głogówek również jest wart uwagi. Ja jednak tym razem pomijam to bardzo ciekawe Miasto.


Jadę niemal jednym ciągiem do Gliwic. Jedynie co to zatrzymuję się pod znakiem Kędzierzyn-Koźle by następnie zatrzymać się dopiero przy znaku Gliwice. 



Ileż to razy już byłem w Gliwicach rowerem? Pewnie będzie około dziesięciu razy. Jednak nigdy nie zajrzałem na tamtejszy rynek. W sumie to nigdy nie zwiedzałem tego miasta poza zatrzymaniem się przy radiostacji gliwickiej.....

Wbijam więc na rynek, obowiązkowy punkt dzisiejszej wycieczki 😀

Gliwice to czwarte miasto województwa śląskiego zarówno pod względem liczby ludności jak i powierzchni. 

Rynek to kwadratowy plac z ratuszem po środku. Sam rynek jest ponoć jednym z ładniejszych w województwie choć szczerze powiedziawszy na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym.




Kilka minut od rynku stoi zamek Piastowski z połowy XIV wieku. Obiekt wchodzi w skład Muzeum w Gliwicach i został udostępniony do zwiedzania turystom.


W mieście jest kilka świątyń.

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego...


Kościół Wszystkich Świętych z wysoką na 63 metry wieżą.




Katedra św. Apostołów Piotra i Pawła to jedna z najmłodszych świątyń w mieście. Pochodzi z lat 1896-1900.

Kieruję się na radiostację gliwicką. Jedyny obiekt, który za każdym razem odwiedzam przejeżdżając przez miasto. Tym razem mam jednak nowe narzędzie jakim jest dron i warto byłoby uwiecznić obiekt z trochę innej perspektywy 😉




Ogólnie całe Gliwice ładnie wyglądają z powietrza. Szczególnie w dniu z tak dobrą przejrzystością powietrza, że widoczne są całe Beskidy, a nawet Tatry 😉




Opuszczam miasto i kieruję się na Pyskowice i dalej do Toszka. Tam zatrzymuję się już tylko na rynku....


Najważniejszym zabytkowym obiektem w mieście jest oczywiście częściowo zrekonstruowany gotycki zamek.





Teraz podrzędnymi drogami przez Sarnów i Świebie docieram do drogi nr. 901. Nią to kieruję się na Zawadzkie. Z racji coraz bardziej ograniczonego czasu nie zatrzymuję się w żadnej z tych miejscowości. Za to później zaoszczędzony czas postanawiam wykorzystać na dojazd ponadprogramowy do Dobrodzienia 😉

Zaraz po dotarciu do miasta zatrzymuję się w parku by przekąsić jakiegoś batona. W parku tym znajduje się neoklasycystyczny dwór z pierwszej połowy XIX w. 

Oczywiście obowiązkowym punktem odwiedzin miasta jest zahaczenie rynku. A ten w Dobrodzieniu jest całkiem ładny i o dziwo całkiem pustawy mimo ładnej pogody.... Przy rynku stoi oczywiście ratusz ten tutaj podobnie jak dwór reprezentuje styl neoklasycystyczny.


Od zachodniej strony plac zamyka kościół św. Marii Magdaleny z lat 1851-54.


W Dobrodzieniu znajdują się jeszcze dwa inne kościoły. Jeden z nich to Kościół Nawiedzenia NMP (1847-1851) pierwotnie ewangelicki. Po II wojnie konsekrowany na świątynię katolicką.

Naprzeciw, po drugiej stronie ulicy znajduje się cmentarz, a na nim kościół cmentarny św. Walentego z 1630 roku. Ta drewniana świątynia jest najstarszą w mieście.

Opuszczam to urocze miasteczko i kieruję się do Ozimka, ostatniego punktu dzisiejszej wycieczki 😀

Ozimek odwiedzają turyści przede wszystkim dla jednego obiektu tu zlokalizowanego. Mowa oczywiście o tutejszym moście prze hucie "Mała Panew".

W 1827 r. w hucie powstała niezwykle w owym czasie innowacyjna konstrukcja mostu. Jego projektant, inspektor maszynowy niejaki Schottelius, stworzył dzieło wyprzedzające epokę, które naprawdę warto zobaczyć. 

Był to pierwszy żelazny wiszący most w Europie!






I to w zasadzie było na tyle jeżeli chodzi o zwiedzanie dzisiejszego dnia. Teraz czeka mnie długa droga powrotna. W zasadzie ze względu na późną godzinę postoję będą ograniczone do minimum. I tak wiem, że do domu dotrę bardzo późno bo i kilometrów mam do pokonania wiele. 

I tak kieruję się na Gogolin przez Kamień Śląski. Jeszcze raz wypuszczam w przestworza Juniora....




I tym sposobem docieram późno do domu z nabitym dystansem 281,4 km 😀


 Koniec 😊


2 komentarze: