Strony

sobota, 4 kwietnia 2026

Eurotrip 2025 - Dzień 13 - 31.07.2025 - Chorwacja

 Po bardzo dusznej nocy nastaje rześki poranek. W drogę ruszam skoro świt. Niestety, ale na początek dnia nie mam wyjścia i muszę jechać główną drogą. Za dnia nie jest tak źle jakby się mogło wydawać. Przynajmniej wszystko widać, a wypoczęty człowiek też inaczej się czuje w stresujących sytuacjach na drodze, a tych nigdy nie brakuje.

W miejscowości Dunaszekcső jest najbliższy prom. Przeczytałem informacje by nie liczyć tam na przeprawę przez Dunaj bo jest on niewielki i kursuje nieregularnie. Darowałem sobie i lecę dalej na północ. 

Na szczęście do miasta Baja mam już niedaleko. Tam jest most nad Dunajem. I co ważne jadę tam po wale gdzie wyznaczono szlak żółty. Trochę dziwne, że nie jest to żadna trasa rowerowa bo jest tu asfalcik.




W mieście Baja już kiedyś byłem, ale tak jest z wieloma miejscowościami. Im bliżej domu tym więcej jest takich miast. I niestety z roku na rok mam coraz mniej opcji gdzie jestem w stanie zobaczyć coś nowego.

Baja to taki wielonarodościowy ośrodek. Oprócz Węgrów żyją tu potomkowie Szwabów, Serbów i Chorwatów. Dziś to spokojne miasto o można by rzec śródziemnomorskiej atmosferze. Serce miasta to rozległy rynek otoczony z trzech stron zabytkowymi budowlami. Niestety ten wybrukowany plac to jeden wielki parking 😕 

Za najstarszą budowle miasta uważa się usytuowaną centralnie na rynku kolumnę Świętej Trójcy. Inne ważne zabytki miasta to monumentalny gmach ratusza, barokowy klasztor franciszkanów, barokowa serbska cerkiew czy neoklasycystyczna synagoga.










Z tego co zauważałem to w służbach miejscach zatrudnione jest sporo kobiet. I to nie takich do grabienia trawy 😉

Zakupy w sklepie i lecę dalej. Teraz już po właściwej trasie rowerowej wzdłuż Dunaju.




Po około 50 kilometrach jazdy trasą naddunajską trzeba odbić kawałek od rzeki by zrobić kolejne zakupy. Dziś jest dość gorąco i takiej wody to szybko mi ubywa. Odbijam, więc na miasto Kalocsa.



Kiedyś tutaj byłem, ale z tego co pamiętam całe centrum było totalnie rozkopane i wszędzie trwały jakieś prace renowacyjne. Dziś wszystko ładnie wygląda.
Kalocza jest niewielkim miastem zlokalizowanym na styku Puszty z doliną Dunaju. Początki miasta sięgają okresu panowania świętego Stefana.. największy okres rozkwitu miasta przypada na XV wiek gdy jest ono jedną z najważniejszych twierdz w okolicy. Czas tej prosperity nie trwał jednak zbyt długo ponieważ już w kolejnym stuleciu po klęsce Węgrów pod Mohaczem z Turkami miasto zostało najechane, splądrowane i doszczętnie zniszczone. Ze zgliszczy podniosło się dopiero w XVIII wieku kiedy to powstało większość obecnej, barokowej zabudowy ścisłego centrum.



Do najciekawszych zabytkowych obiektów zaliczyć można wzniesioną w 1754 roku katedrę czy też wybudowany w miejscu średniowiecznej twierdzy Pałac Arcybiskupi oraz barokową Kolumnę Trójcy Świętej.








Oczywiście jak to w węgierskim mieście wszędzie musi stać jakiś pomnik, lub popiersie.





W mieście zobaczymy również niewielką, pochodzącą z 1861 roku synagogę.



Wracam nad Dunaj. Teraz wytyczona trasa rowerowa wiedzie po publicznych drogach. Tak jadę około 20 kilometrów gdy ponownie odbijam na szlak naddunajski. Tutaj niestety w sporej części jest to szuter, a miejscami jedzie się po bardzo wąskiej ścieżce na wale gdzie bardzo telepie bagażami.


Kolejnym większym miasteczkiem jest Solt. Często odwiedzam te okolice z racji przeprawy mostowej przez Dunaj. Tym razem jednak będę się dalej kierować po tej stronie rzeki.

Ogólnie jazda po takich trasach jest fajna, ale jednak dość męcząca. Dodatkowo czasochłonna ponieważ człowiek nie jest w stanie jechać z normalną prędkością jaką byłby w stanie jechać po normalnej ścieżce. Przez to nie jest w stanie pokonać tyle kilometrów za dnia jakby chciał.

Gdzieś tam po drodze natrafiam na zabytkowy ciągnik rolniczy. Lubię takie eksponaty, do których jest swobodny dostęp.





Ostatnią miejscowością, przez którą dzisiaj przejeżdżam jest Dunavecse. Nie zatrzymuję się bo chcę trochę nadrobić straconego czasu. Nie na wiele się to zdało.




Na noc zatrzymuję się gdy jest jeszcze jasno.




Podczas kolacji słyszę jak w okolicznych krzakach łazi jakieś zwierzątko. Gdy poświeciłem latarką zauważyłem tylko świecące oczy. Trochę się wystraszyłem, ale później okazało się, że to tylko kotka. Po pewnym czasie przełamała strach i podeszła bliżej, a ja nie namyślając dłużej po prostu podzieliłem się z nią swoim posiłkiem. W nocy kręciła się po okolicy jeszcze, ale z rana już jej niebyło.

Dystans dnia: 156,4 km 

Mapka:


cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz