Strony

wtorek, 6 czerwca 2017

Pograniczem w odwiedziny do uzdrowiska widmo... - 14.05.2017

Już dość sporo czasu minęło od ostatniej relacji na blogu z jakiegokolwiek wypadu rowerowego. Oczywiście takowe wycieczki były i to w dość dużej liczbie. Jednak nie wszystkie doczekają się zrelacjonowania na blogu bo i czasu coraz mniej i chęci niestety również :/

Coś jednak czasami będzie trzeba naskrobać ;)

W drugi weekend maja odbyło się VIII Spotkanie Sudeckie w Górach Opawskich. Skoro baza wypadowa znajdowała się w schronisku na stokach Biskupiej Kopy to wypadało mi się tam zjawić choć w jeden dzień ;) Za to na niedzielę miałem zaplanowany dłuższy wypad rowerowy. Nic konkretnego nie miałem sprecyzowanego. Zresztą obudziłem się dość późno, a jeszcze później się zrobilo zanim wyruszyłem w kierunku zachodnim. Widząc jednak, że tam się chmurzy zawracam i jadę jednak na wschód :D



Tam pogoda znacznie lepsza. Uroku dodają żółte pola kwitnącego rzepaku. W sumie podobny widok będzie mi  dzisiaj towarzyszył przez większość trasy. Pierwsze 30 km staram się szybko przejechać. Dopiero za Mestem Albrechtice zjeżdżam na trasę rowerową nr. 55 wiodącą wzdłuż granicznej rzeki Opavicy.

W Lenarcicach przejeżdżam na polską stronę i jadę przez Krasne Pole oraz Chomiąże.



Oddalam się trochę od granicy. Jadąc wzdłuż rzepakowych pól docieram do Pietrowic. Przez Ciermięcice jadę ponownie na czeską stronę. Łatwo można zauważyć, że po polskiej stronie w miejscowościach przygranicznych stoi bardzo wiele opuszczonych gospodarstw. Niektóre z nich opuszczone są od bardzo dawna....




Po przekroczeniu granicy inny świat. Wjeżdżam bezpośrednio do Krnova. Odbijam kawałek z trasy by dojechać w miejsce gdzie Opavica wpada do Opavy. Potem szybki przejazd przez miasto i jadę dalej rowerówką.



Bardzo przyjemna ścieżka rowerowa przebiega obok dość sporych rozmiarów stawu Petrův.



W Uvalnie odbijam ponownie na polską stronę. Szybki przejazd przez Branice i znowu jestem w Czechach ... A konkretnie to trafiam na Skrochovický mlýn z barokowymi obiektami. Szkoda, że obecnie wszystko tu podupada.



Całkiem niedaleko odwiedzam pałac w Neplachovicach. Jakoś do tej pory nigdy nie znalazłem czasu by tu się zatrzymać choć na chwilę. Pałac wybudowany w latach 1833-34. Jakiegoś dużego wrażenia on nie robi, ale okolica zadbana i przyjemna w odbiorze.



W nieodległych o zaledwie 1,5 km Loděnicach znajduje się kolejny pałac. Ten renesansowy obiekt obecnie funkcjonuje jako hotel. Obok w garażu stoją ciekawe egzemplarze rolls royce ;)



W okolicy dzień wcześniej przechodziły konkretne nawałnice. Drogi asfaltowe przypominają teraz zupełnie te polne tyle naniosło  mułu z pól ;)


W Stěbořicach też jest pałac. Zamknięty na głucho. Wygląda jak część większego gospodarstwa rolnego.


Dolní Životice to kolejna miejscowość na mojej trasie i kolejny pałac. Ten tutaj jest całkiem ciekawy, renesansowy, noszący również znamiona baroku jak i neogotyku. Po remoncie w 2001 roku służy jako ośrodek dla upośledzonych umysłowo i jest niedostępny.



W miejscowości nad rzeką Hvozdnicą stoi kamienny krzyż pokutny.



Następnie przejazd po kolei przez Štáblovice, Melč i Dubová. We wszystkich wymienionych miejscowościach znajdują się pałace. W dwóch ostatnich służą one jako domy dziecka.



Szybki zjazd do doliny, którą płynie rzeka Moravica. Następnie stromy podjazd do Vitkova gdzie robię zakupy w sklepie. Za miastem szybko zjadam i wypijam co żem kupił i jadę dalej.


Ponownie zjeżdżam do doliny rzeki Moravica. Po jej przekroczeniu jestem w Zálužné. W przeszłości te okolice słynęły z największych kopalni łupka na Śląsku.


W miejscu gdzie znajdowała się jedna z najmniejszych kopalni stoi  kaplica pod wezwaniem dzieciątka Jezus z Pragi.  Wybudowano ją w 1897 roku.  Poświęcona jest ofiarom, które zginęły w okolicznych kopalniach. Oczywiście materiał, z którego została ona wybudowana to łupek.



Stąd już niedaleko do uzdrowiska widmo. Po około kilometrze jazdy wzdłuż rzeki docieram do miejscowości Jánské koupele - nazywane również "Melečské Lázně", "Jánské Lázně", "Jánský Pramen" czy też  "Jánská Studánka". Niemiecka nazwa to "Bad Johannisbrunn".


Całe uzdrowisko skupia się wokół źródeł leczniczej wody, opisanej po raz pierwszy w 1640 roku, ale pewnie znanych o wiele wcześniej. Nie wiadomo do końca kiedy zaczęło powstawać tu uzdrowisko, ale datuje się je na bardzo wczesny XIX wiek. Założycielem był Jan Tenczin, od którego imienia wzięła nazwa miejscowość.

Dawniej miejscowość ta tętniła życiem. Obecnie straszy....





W pierwszej połowie XIX wieku następuje gwałtowny rozwój, następnie w związku z konkurencją innych uzdrowisk nieco traci na znaczeniu. Mimo tego było jednym z bardziej rozpoznawalnych uzdrowisk znajdujących się na Śląsku.



Okres do lat 20-tych XX wieku był czasem największego rozkwitu sanatorium, z tego okresu pochodzi najprawdopodobniej większość budynków. Pierwsza wojna, jak i okres po niej nie wpłynęły bardzo negatywnie na działanie ośrodka. Przed II wojną światową teren ten dostał się pod władanie III Rzeszy. Hitlerowcy najpierw zorganizowali tu ośrodek dla "Hitlerjugend", a następnie obóz jeniecki dla oficerów.




Po wojnie znacjonalizowany, początkowo jako ośrodek dla dzieci, następnie dla partyjnych.

Po upadku komunizmu uzdrowisko straciło zupełnie na znaczeniu, a że utrzymywanie go było nierentowne to wszystko zostało zamknięte. Od 1994 ostatecznie opuszczone. Obecnie wszystkie źródła są niezdatne do użytku bo pozapychane błotem. Cały kompleks Janskich Koupeli jest wpisany na listę zabytków.

Ponoć można tu spotkać cale wycieczki zwiedzające obiekty. Ja miałem to szczęście, że trafiłem tylko na dwóch motocyklistów. Wszedłem na moment tylko do jednego z budynków. Wnętrze zdewastowane, a o graffiti znajdującym się niemal wszędzie nie będę się wypowiadać...




Na podłodze wala się wiele dokumentów oraz gazet. Daty widniejące to 1994 rok czyli wówczas gdy to cale miejsce zostało zamknięte....




Od 2016 roku jednym z nowych współwłaścicieli jest jeden z bardziej znanych czeskich tenisistów.

A przede mną jeszcze droga powrotna do domu. I tak po prawdzie nic ciekawego już nie odwiedziłem to i za bardzo nie było poco się zatrzymywać. Późno w ogóle się jakoś zrobiło, a ja mam jeszcze do przejechania cały Niski Jesionik, a później jeszcze to wyższe pasmo ;)


Na szczęście pogoda się znacznie poprawiła i nawet słońce wyszło na koniec dnia nadając otoczeniu ciepłych barw.



Ogólnie wypadzik całkiem sympatyczny i choć te przeszlo dwieście kilometrów zrobione na "cienkim kole" to nie mam powodów do narzekań ;)


I tradycyjnie cała galeria z wypadu pod adresem: https://goo.gl/photos/h8Dmd9yC39JTVz5h9





6 komentarzy:

  1. Wyjazdy bez planów często kończą się ciekawie ;)

    PS>co to za pesymistyczne określenie o braku chęci? Poprawić mi się, myśleć pozytywnie! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przynajmniej napisałem po imieniu, że mi się nie chce, a nie tak jak co niektórzy owijają w bawełnę mówiąc, że brak czasu i inne duperele ;)

      Usuń
    2. Mi się nadal chce :) W sumie piszę to głównie dla siebie, fajnie po czasie poczytać sobie co się robiło ;)

      Usuń
    3. Piszcie, piszcie.Nie piszecie tylko dla siebie i do poduchy.To się czyta i się ogląda:)

      Usuń
  2. Wylęgarnia nazioli a nie uzdrowisko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zeszłym roku tych graffiti jeszcze nie było. Nie wiem też jak wyglądają wnętrza innych obiektów. Chcę tam jeszcze podjechać i pozwiedzać zanim nowy właściciel zabierze się za remont lub co gorsza dostanie zgodę na zrównanie tego z ziemią.

      Usuń