No tak.... Pora na drugą część sezonu urlopowego. Tradycyjnie spędzamy ją w Szczawnicy, a ja w miarę możliwości penetruję rowerowo okolicę bliższą i dalszą 😉 Dziś stawiam na mocno górzystą i terenową trasę 💪😃
Start oczywiście z pensjonatu, w który jesteśmy zameldowani na najbliższe dwa tygodnie 😉 Pierwsze zdjęcia robię nad Dunajcem całe 200 metrów od kwatery 😁
Do tej pory w minionych latach przełomem Dunajca wracałem z wycieczek, ale tym razem postanawiam zacząć właśnie od tej trasy.
O tej godzinie jeszcze nie ma nikogo na tej trasie do Czerwonego Klasztoru. W przełomie Dunajca pokazują się pierwsze jesienne kolory.
Na kempingu w Czerwonym Klasztorze(Červený Kláštor) stoi tylko jeden kamper. Turystów jeszcze nie stwierdzono....
Ta rozległa łąka jest znanym punktem widokowy na Trzy Korony. To "klasyk" gatunku.
Przeglądając się wcześniej mapom zauważyłem jakiś staw. Postanowiłem tam podjechać. I choć woda niezbyt czysta to ciekawie wygląda odbicie Pienin w tafli wody.
Przez miejscowość Lechnica jadę do początku trasy rowerowej mtb.
Trasa jest, ale niestety chyba już dawno zapomniana bo mostki spróchniałe, a na ścieżce w wielu miejsca leżą powalone drzewa. Mimo wszystko dla tych widoków warto było się pomęczyć 😉
Kaplica jest murowana. Pochodzi z XVIII wieku. Ponoć postawiono ją w miejscu grzebania ofiar zarazy. Niestety zamknięta.
Cały czas towarzyszy mi widok na Trzy korony, ale powoli ustępuje on widokom Tatr 😉
Jadę w kierunku Łapsze Niżne. Tam odbijam na ścieżkę rowerową w kierunku miejscowości Dursztyn.
Dursztyn to dominacja tatrzańskich widoków. Robię zakupy i odbijam na szczyt Grandeus z charakterystyczną wieżą przekaźnika.
Kieruję się szlakami koloru czerwony/niebieski.
Zjeżdżam na Łapsze Wyżne i dalej uderzam na przełęcz ponad Łapszanką. To można powiedzieć "mekka" fotografów. Nic dziwnego bo widoki pierwsza klasa. Sama przyroda gdzie jeszcze widok niezaśmiecony obiektami cywilizacji.
Kolejnym moim dzisiejszym celem jest inny znany punkt widokowy. To Czarna Góra(Litwinka). Kieruję się tam szlakiem koloru niebieskiego. Z tym, że odbijam ze szczytu Wierchowina na przysiółek Sołtysowo. Końcówka to niedługi, ale stromy podjazd asfaltowy na szczyt.
Na szczycie kilka fotek z aparatu, kilka z drona i ruszam dalej 😊
Z racji późnej godziny i dość dużego dystansu do Szczawnicy niewiele mam już dzisiaj postojów. Na szczęście cała trasa to tylko zjazd 💪😁















































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz