Strony

wtorek, 15 września 2026

Hornád, Čierny Váh oraz Poprad - 09.09.2025

 Za dzisiejszy punkt startu obieram miejscowość Vrbov. To spora wieś leżąca na skraju kotliny popradzkiej i Gór Lewockich. W latach 1271-1878 było to miasto. Vrbov znany jest przede wszystkim z basenów termalnych. Tutejsze źródło odkryto stosukowo niedawno bo w 1981 roku. Temperatura wody u źródła wynosi 56 stopni Celsjusza. 

Tutaj niedaleko basenów termalnych parkuję na rozległym i darmowym parkingu. Składam rower i niezwłocznie ruszam w drogę. Wczoraj padało i Tatry parują, więc spektakularnych widoków dzisiaj nie mam. Tylko czasami wyłonią się z mgły zbocza najwyższych szczytów. Gdzieś tam w dali widać też miasto Poprad.





Tak docieram do miejscowości Spišský Štiavnik. Robię zapasy picia i ruszam dalej w kierunku zachodnim.



Przed miejscowością Hranovnica stoi niepozorny pomniczek. Pewnie gdyby nie słowackie flagi to nie zwróciłby mojej uwagi.

Obelisk ten poświęcony jest pilotom Armii Czerwonej poległym podczas wyzwalania miejscowości w Słowackim powstaniu narodowym.




Godzinę później jestem w Vikartovicach. Tutaj zaczynają się już górki i przyjdzie mi wkładać odrobinę więcej wysiłku w jazdę rowerem 😉
Na wylocie z miejscowości ciekawe, zabytkowe stodoły na kamiennej podmurówce. 





Po krótkim podjeździe osiągam źródła rzeki Hornád. To tutaj jest symboliczne bo to właściwe znajduje się trochę wyżej w bardziej niedostępnym terenie pod szczytem Jedlinska. A to tutaj jest by każdy mógł sobie symbolicznie odwiedzić źródło rzeki.





Taką małą ciekawostką jest to iż kilkaset metrów dalej po krótkim zjeździe jestem w dolinie, którą płynie rzeka Čierny Váh. Rozdziela ona w tym miejscu pasmo Niżnych tatr i Kozich Grzbietów. Tutaj leży urokliwa miejscowość Liptovska Teplicka. Jednak tym razem miejscowość mijam i jadę wzdłuż biegu rzeki w dół. Mam dość ambitny plan na dzisiaj, a późna godzina niestety nie pozwala na nic nadprogramowego 😉





Gdzieś tam pomiędzy szczytami Kozich Grzbietów wyłania się monumentalna sylwetka Kryvania.



Wjeżdżam w granice Parku Narodowego Niżnych Tatr.


Docieram nad jezioro zaporowe na Vahu i jadąc dalej w miejscowości Svarin odbijam na drogę wiodącą na górny zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej.







Rozpoczynam dość wymagający podjazd. Najtrudniejszy w dniu dzisiejszym. Podjazd liczy 7,5 kilometra i osiąga górny zbiornik znajdujący się na wysokości 1150 metrów n.p.m. Podjazd ogólnie dość łatwy tylko końcówka dość stroma.
U góry czekają mnie genialne widoki ! Tylko szkoda, że Tatry są ciągle w chmurach.






Sama elektrownia jest największą tego typu na Słowacji. Powstała przeszło czterdzieści lat temu i osiąga moc 735,16 MW.










Główny dzisiejszy cel został przeze mnie osiągnięty, więc pora wracać. Ze względu na dość późną porę nie przywidziałem już nic konkretnego na swojej trasie. Jestem świadom, że i tak do samochodu dotrę dość późno po zachodzie słońca.
Zjeżdżam na dół i odbijam na północ wzdłuż rzeki Biely Vah. Tak jak napisałem początkowo nic więcej nie planowałem poza powrotem. Miałem jechać prosto na wieś Važec, ale patrząc na mapę zauważam, że niedaleko w miejscowości Vychodna stoi jakaś wieża widokowa, a że ja "kolekcjonuję" wieże widokowe to postanowiłem odrobinę odbić ze swojej trasy 😋
Wieża "Majka" zlokalizowana jest przy głównej drodze na terenie rekreacyjnym miejscowości. O tej godzinie jest już nieczynna, ale nie szkodzi. Robię kilka zdjęć i ruszam dalej na Važec.



Lecę dalej na miejscowość Štrba. W dali widać zabudowania nad stawem Szczyrbskim.




Zachodu słońca dzisiaj nie doświadczyłem bo horyzont zasnuły chmury. Po zachodzie dość szybko robi się ciemno. Docieram do Popradu. Wschodzi księżyc będący niewiele po pełni.







 
Do Vrbova mam jeszcze kilkanaście kilometrów po niewielkich wzniesieniach. Udaje się tam dotrzeć w czasie poniżej godziny. Przede mną jeszcze droga powrotna do Szczawnicy, a to kolejna godzina jazdy. Ale warto było i to bardzo bo poznałem nowe tereny, a na elektrownie chciałem już dawno temu wjechać bo kilkukrotnie przejeżdżałem w jej pobliżu i zawsze wmawiałem sobie, że kiedyś tam wjadę i w końcu się udało !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz