Strony

poniedziałek, 16 maja 2016

Majówka 2016 - dzień 2/3 - 01.05.2016 - Kompleks Lednicko-Valticki

Budzę się o świcie, a właściwie to jestem zbudzony przez wrednego bażanta, który kilka metrów od wejścia drze się i trzepocze skrzydłami. Tylko, że nie chce mi się wcale wstawać i bardzo długo się wiercę... gdy słońce jest już wysoko mam spore problemy by wyleźć ze śpiwora. Słońce co prawda skryte za chmurami, ale i tak jest nieźle patrząc na prognozy jakie są na ten dzień. Temperatura również zmieniła się diametralnie. Jest 12 stopni na plusie.., i jak tu porównać wczorajszy poranek ;)

Nic to, gdy tylko udaje mi się zebrać swoje obolałe kości to pierwsze swoje kroki kieruję na platformę wieży znajdującą się 15 metrów wyżej. Marna dziś przejrzystość powietrza i to bardzo :( Tylko kilka strzałów z góry i zbieram się do dzisiejszej trasy.




Tak po prawdzie to podczas zjazdu do głównej drogi miałem lepsze widoki jak z samej wieży, takie typowo morawskie ;)



Jeszcze tylko "strzał" w kierunku wieży widokowej i lecę już główną drogą w na Kyjov. To lecę to oczywiście należy wziąć w cudzysłów. Od razu mam do pokonania wstrętne podjazdy, które bardzo mi się dłużą, ale może przynajmniej uda mi się rozruszać obolałe mięśnie...


Pogoda też jakby odrobinę lepsza..., a ja nie mam za bardzo ochoty na jakiekolwiek zwiedzanie. Ciągle widzę gdzieś w niedużej odległości ciekawe miejsca i obiekty, ale nie mam zamiaru dzisiaj nigdzie zbaczać, więc dziś tylko to co przy drodze...


I tak przejeżdżam przez Cetechovice, Střílky czy Koryčany. W tych ostatnich pierwsze zakupy tego dnia.




Za miastem przerwa śniadaniowa na kolejnym stromym podjeździe. Teraz powinno być już łagodniej... i tak było w sumie. Szybki zjazd do Kyjova. Droga wiedzie obrzeżami miasta, a jak wspomniałem wcześniej, dzisiaj nigdzie nie odbijam. A tutaj to się nawet nie zatrzymałem ;)

W okolicy miejscowości Čejkovice piękna okolica, morawskie widoki jakie widuje się na fotografiach. Tylko co z tego jak mi się nie chce nigdzie zboczyć by znaleźć jakiś ciekawszy kadr. Szczególnie ochota mi odchodzi widząc te strome podjazdy wśród winnic, które dominują tutejszy krajobraz.





Po minięciu miejscowości Podivín zbaczam na trasę rowerową i rozpoczynam zwiedzanie Lednicko-valtickiego zespołu zabytków. Pogoda się pogarsza, jednak nie pada.


Rowerówką docieram do pierwszego obiektu, którym są sztuczne ruiny zamku - Janův hrad (Janohrad). Zaprojektowane przez Josepha Hardmutha w latach 1801-1808. Sporo tutaj turystów. Większość z nich dotarła tu własnymi samochodami widząc jaka ich ilość jest zaparkowana na tyłach "zamku".



Tutaj muszę przyznać, że nie miałem żadnego planu na zwiedzanie tego kompleksu. Będę improwizować, czyli zobaczę to gdzie po prostu zawiedzie mnie ścieżka, a ta prowadzi wzdłuż rzeki Dyji. Jadę wzdłuż niej okrążając park przypałacowy. Znajduję jakąś tylną zarośniętą furtkę, którą dostaję się na teren parku. Niestety jest tam zakaz poruszania się na rowerze i przyjdzie mi dziś pokonać kilka kilometrów piechotą. Idę w kierunku jednego z najciekawszych obiektów całego kompleksu(poza pałacem oczywiście) - minaretu !


Obiekt wzorowany na tureckich minaretach. Wysoki na 60 metrów. Gdzieś wyczytałem, że ponoć miał tu stanąć również meczet jednak zbyt grząski grunt na to nie pozwolił.


Obowiązkowym punktem zwiedzania jest wejście na szczyt. Przyjemność ta kosztuje 50 koron, ale naprawdę warto. Na szczyt prowadzi 302 schody. Może się zakręcić w głowie ;)



Z góry jest bardzo rozległa panorama na cały park.




W tłumie turystów(w przeważającej części z Polski) podążam w kierunku pałacu. Czasami oglądam się za siebie...



Kiedyś w tym miejscu stał gotycki zamek podarowany przez króla czeskiego władcom Austrii w 1249 roku. Kilkadziesiąt lat później do Lednic przybywają Lichtensteinowie, którzy zostali tam na kolejne stulecia.


Nastał czas gdy ród Lichtensteinów stał się najpotężniejszym na całych Morawach. Pozwoliło to zastąpić zamek w Lednicach na renesansowy pałac, który kilkukrotnie był jeszcze przebudowywany.

Dzisiejszy wygląd pałacu to efekt kolejnej przebudowy z połowy XIX wieku, kiedy to pałac przybrał kształt właściwy dla ówczesnego neogotyku angielskiego. Od tego czasu obiekt służył jako miejsce spotkań szlachty z całej Europy.
Pałac był letnią rezydencją Lichtensteinów




Jak to u mnie bywa, wystarcza mi obejrzeć obiekt z zewnątrz, więc jadę dalej w kierunku większego miasta Valtic. Valtice (niem. Feldsberg) do końca I wojny światowej i kończących ją traktatów pokojowych znajdowały się na terenie Dolnej Austrii. Sama osada powstała wraz zasiedlaniem tych ziem na początku ubiegłego tysiąclecia, zaś pierwsza wzmianka pisana pojawia się w 1193 roku w dokumentach biskupstwa praskiego.




Ryneczek oczywiście wybrukowany, ale bardzo dużo tutaj zieleni.

Największą atrakcją miejscowości jest  pałac rodu Lichtensteinów z okresu renesansu, mocno przebudowany w XVIII wieku w stylu barokowym (projekt włoskiego architekta Antona Martinelliego). Pałac był główną siedzibą tego sławnego europejskiego rodu na terenie ziem czeskich i dzięki temu oszałamia swoim przepychem i pięknem. W oczy rzuca się rozmiar i rozmach budowniczych. Pałac jest czteroskrzydłowy, na dziedziniec wchodzi się po potężnych schodach.



Mimo nieszczególnej aury turystów sporo. Ja jak zwykle ograniczam się do obejrzenia obiektu tylko z zewnątrz i jadę na nieodległe wzgórze gdzie znajduje się Kolonáda na Rajstně. Jest to okazały portyk z kolumnami korynckimi oraz łukiem tryumfalnym w środku. Wybudowana w latach 1817-1823.




I tym razem byłoby na tyle zwiedzania tych okolic. Tak, wiem że sporo ciekawych obiektów pominąłem, ale już pierwszego dnia miałem kilkudziesieciokilometrową obsuwę i teraz już mnie czas zaczyna naglić. Zapewniam jednak, że w te okolice jeszcze wrócę przy lepszej pogodzie :)

Tymczasem jadę w kierunku widocznego już Mikulova. Zrywa się jakiś tragicznie mocny wiatr utrudniający jazdę. W Mikulovie już kiedyś byłem przejazdem, więc tylko objazd starówki.




Chciałem zobaczyć też największy kirkut na Morawach, ale o tej godzinie zastałem już zamkniętą bramę...


W mieście też decyduję o skróceniu majówkowego wypadu z czterech do trzech dni. Przeglądając prognozy wychodzi, że jutro będzie ładny dzień za to kolejny ma być kiepski z opadami deszczu, a w deszczu jazda rowerem to nie przyjemność. Druga sprawa to o tej godzinie powinienem być już po zwiedzaniu Znojma, a do miasta jeszcze daleka droga. Mając przejechane zaledwie 100 km decyduję o powrocie w kierunku Brna główną drogą. Od razu szybciej przybywa mi kilometrów na liczniku :)

Wiatr też już tak nie przeszkadza bo wieje bardziej z lewej strony. Mijając Palavskie wzgórza niebo zaczyna się przecierać :)



Jadę bez przerw aż do momentu gdy główna droga przechodzi w drogę szybkiego ruchu. Muszę zjechać na jakieś boczne i tak przejeżdżam przez Pohořelice. Tam jakiś wieśniak jeździ w te i nazad ferrari a jakże czerwonym ;)


Obieram kierunek na Slavkov u Brna(Austerlitz). Na mojej drodze ponownie pojawiają się wzniesienia do pokonania. Ograniczam postoje do minimum by trochę nabić jeszcze kilometrów.

W miejscowości Rajhrad znajduje się klasztor Benedyktynów. Początki klasztoru w tym miejscu datowane są na 1045 rok, więc jest to najstarszy klasztor benedyktyński na tych ziemiach.



Slavkov sobie tym razem daruję za to kieruję się na wzniesienie Pracki kopiec gdzie znajduje się Pomnik Pokoju(Mohyla Miru). Już dawno temu myślałem by spędzić tu noc i w końcu nadarzyła się ku temu okazja :)

Monument o wysokości 26 metrów jest poświęcony poległym podczas bitwy pod Austerlitz.


Chciałem walnąć się na trawniku koło pomnika, ale za dużo było tutaj zajęcy. Tak sobie nazwałem to miejsce "Zajęczym kopcem" tyle tego tam biegało ;)

Po krótkiej sesji foto kładę się pod budynkiem muzeum znajdującym się tuż obok. Jutro poniedziałek, więc i tak będzie zamknięte ;)


Dziś jakoś udało się wymęczyć 180 km. Mam nadzieję, że jutro ustanie trochę wiatr bo w nocy duło, że spać nie dało rady...

I galeria z dnia drugiego:  LINK