Strony

poniedziałek, 23 maja 2016

Majówka 2016 - dzień 3/3 - 02.05.2016 - Przez Drahańską Wyżynę i Jesioniki do domu...

O poranku dnia trzeciego pogoda nie byłaby taka zła gdyby nie ten porywisty wiatr. Najgorsze jest jednak to iż wieje on z kierunku północnego czyli tam gdzie jadę :/ Trzeci dzień jest już niestety dniem powrotu. Mam taki plan aby ta trasa powrotna wiodła przez nieznane mi tereny. Jednak nie obyło się bez powtarzających się odcinków.




Widoczność mimo, że świeci słońce jest wręcz tragiczna. Ruszam około 07:30 asfaltem w dół do miejscowości Prace. Następnie wybieram trasę rowerową "Napoleon" wiodącą przez tereny na których rozegrała się bitwa w 1805 roku pod Austerlitz zwana również bitwą trzech cesarzy.

Zjazd do Blažovic i dalej już asfaltem do widocznych w dali Pozořic. Wiem, że będzie ciężko bo trasa na mapie wygląda bardzo pagórkowata. Jednak decyduję się na nią by zobaczyć coś nowego :)

Przejeżdżam nad autostradą i przez Tvarožną do wcześniej wspomnianych Pozořic. Tam pierwsze i to dość spore zakupy. Następnie bardzo stromy podjazd przez miejscowość na końcu, którego robię przerwę śniadaniową.



Następnie szybki zjazd do Hostěnic i kolejny stromy podjazd. Wjeżdżam w Morawski Kras - krainę jaskiń. Teraz ciągle mam to pod górę to znów z góry i to tak konkretnie !


Przejeżdżam przez Křtiny gdzie stoi okazała barokowa świątynia Panny Marii, a w bezpośrednim sąsiedztwie jest pałac z 1750 roku. Kilka ujęć i lecę dalej. Ponownie mam pod górę....



Później kolejna górka i kolejna... Wiatr utrudnia mi poruszanie się naprzód. Za Jedovnicami osiągam jedno z najwyższych wzniesień. Na otwartej przestrzeni wiatr wieje z taką siłą, że aż utrudnia oddychanie.



Ponownie wytracam sporo wysokości. Analizując wcześniej mapę wychodzi mi, że mam całkiem niedaleko do Przepaści Macocha. Odbijam kawałek z głównej drogi i wspinam się pod chatę Macocha obok przepaści o tej samej nazwie. Turystów tu bardzo wiele. Stoi kilka autokarów na polskiej rejestracji i dominuje tu język polski.


Muszę przyznać, że to zapadlisko nie zrobiło na mnie specjalnie wielkiego wrażenia. Ot głęboka dziura z jeziorkiem na dnie. Prawdopodobnie z niższego tarasu widok byłby ciekawszy, ale schodzić tam z rowerem po schodach darowałem sobie ;)



Trasą rowerową przez pola jadę do Ostrova u Macochy. Stoi tam ładny wiatrak czyli młyn wiatrowy typu holenderskiego. 


Trasą rowerową docieram do miejscowości Sloup. Już tu kiedyś byłem, więc tylko na chwilkę staję przy jednej z czterech jaskiń na morawskim krasie, która jest udostępniona zwiedzającym. Sloupsko-šošůvska jaskinia jest największym system jaskiń w Czechach. Jest tu bardzo wiele komnat, korytarzy i olbrzymich przepaści. W jaskini Kůlna będącej częścią tego kompleksu odnaleziono szczątki neandertalczyka.



Będąc tu ostatnim razem obiecałem sobie, że kiedyś zwiedzę ten obiekt. Niestety dziś jest poniedziałek, a w poniedziałki obiekty udostępniane do zwiedzania są pozamykane...

Nie pozostaje mi nic innego ja jechać dalej. Mam przed sobą bardzo stromy podjazd do Šošůvki. Dalsza jazda nie jest już tak męcząca bo kończą się podjazdy. Przez Vysočany i Nivę docieram do Drahan.




Jeszcze tylko zaliczyć najwyższy punkt na dotychczasowej trasie obok wysokiego przekaźnika i rozpoczynam długi i przyjemny zjazd do Plumlova.


W Plumlovie podjeżdżam pod tamtejszy pałac. Obiekt został wybudowany w latach 1680 - 1688 przez księcia Jana Adama Ondřeja z Liechtensteinu w miejscu, gdzie poprzednio stał zamek i renesansowy pałac. Planowano, że będzie to budowla czteroskrzydłowa, jednak zrealizowano tylko plany budowy jednego skrzydła, a i ono nie zostało ukończone.  



Obecnie elewacja od strony północnej bardzo się sypie i trzeba uważać by nie dostać kawałkiem tynku.  

Zjeżdżam na dół i wzdłuż zbiornika retencyjnego przemieszczam się w kierunku zapory. 



Niestety robi się już dość późno i postanawiam ominąć najpierw Prostějov, a następnie Ołomuniec. Przejeżdżam przez kilka małych miejscowości. Jadę niemal  bez przerw. Niebo zasnute chmurami i okolica mało ciekawa. Nie chce mi się robić zdjęć..., a może to już zmęczenie daje w ten sposób o sobie znać ?

W Štěpánovie robię ostatnie zakupy i szukam najkrótszej trasy dojazdu do widocznych już w dali Jesioników.




Docieram do Dlouhej Loučki i stąd jest już tylko 14 km do Rýmařova. Tylko 14 km pod górę... O dziwo jedzie mi się bardzo fajnie i w mieście jestem gdy jest jeszcze jasno.
Gdy zapada zmrok odchodzi mi jednak ochota do dalszego kręcenia. Nawet zastanawiam się czy nie zostawić sobie tych kilkudziesięciu kilometrów na jutrzejszy dzień. Jednak cała okolica aż roi się od zwierzyny. W koło widzę świecące ślipia. Im jest później tym saren przy drodze coraz więcej. Niektóre odpoczywają leżąc po prostu w rowie. Świecąc w ich kierunku w ogóle się nie boją, a światło je po prostu ciekawi. W ostatniej chwili zrywają się do ucieczki i wówczas jest niebezpiecznie. Powoli zdobywam przełęcz Hvezda i później to już z góry :)

Na stromym zjeździe do Hlatych Hor przy dużej prędkości ledwo udaje mi się wyrobić przed stadem dzików. Po przekroczeniu granicy spadają pierwsze krople deszczu. W Głuchołazach podchmielona młodzież zaczepia mnie chamskimi odzywkami, a dwa kilometry przed domem na ścieżce rowerowej łapię jedynego kapcia podczas tych trzech dni :D
Ostatniego dnia dystans podobny jak pierwszego - 207 km

3 dni = 597,93 km = 5889 m podjazdów. Ile wypiłem piwa to nie potrafię się doliczyć, więc mnie nie pytajcie ;p

Chciałoby się więcej, ale i tak się cieszę, że udało mi się w ogóle gdzieś pojechać :)
Patrząc na swoją formę w ostatnim czasie jestem zadowolony z tego wypadu bo przecież od czegoś trzeba zacząć. Kolejny dłuższy weekend już niedługo...

Galeria dzień trzeci:  LINK

4 komentarze:

  1. Czcionki Ci się rozjechały w poście, tak czasem blogger potrafi zrobić. Wracając do tematu to Macocha najlepsze wrażenie robi z wnętrza, dopiero wtedy widać jaka to wielka dziura w ziemi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś mam zamiar zwiedzić tamtejsze jaskinie od wewnątrz, ale raczej nie pojadę tam rowerem ;) Tym razem trafiłem na dzień wolny w tego typu atrakcjach turystycznych jakim jest poniedziałek w Czechach.

      Usuń
  2. A co Cię ta młodzież tak zaczepiała? Pewnie karnąć się chciała na Twoim rowerze ;) Aż szkoda, że w podsumowaniu zabrakło tych niecałych trzech kilometrów. Trzeba było jeszcze jakąś rundkę dookoła domu zrobić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Młodzież" trzeba wziąć w cudzysłów bo pewnie mieli powyżej dwudziestu lat ;)Tutaj takie zaczepki często słyszę gdy skądś wracam po nocy. Takie zachowanie jest całkiem "normalne" dla tej grupy wiekowej gdy jeden chce się popisać przed drugim... Koło na sam koniec przebiłem na potłuczonej butelce po alkoholu(nie pierwszy raz w tym miejscu i w taki sposób).

      Kiedyś oczywiście bym dokręcił te brakujące kilka kilometrów, ale teraz to mi już lotto ;)

      Usuń