Strony

wtorek, 25 lipca 2017

Czerwcowy weekend - Dzień 3 - Wzdłuż Dyji - 17.06.2017

Po przelotnych opadach w nocy budzi się ładny dzień. Temperatura o poranku wyniosła 16 stopni na plusie. Ponoć w tym samym czasie w kraju panowała aura bardziej przypominająca tą w listopadzie ;)




Nie mamy żadnej presji czasu, więc spokojnie bez pośpiechu wykonujemy wszystkie poranne czynności. Dopiero po przeszło dwóch godzinach od pobudki wyruszamy w dalszą trasę. Drogi wiodą nas w kierunku zachodnim. Z mapy wynika, że odwiedzimy Zwettl. Już tam kiedyś byłem, ale ok, zrobimy zapasy miejscowego piwa ;)


Najgorsze w pogodzie to jest jednak wiatr...., masakrycznie silny wiatr, który bardzo nam utrudnia przemieszczanie się naprzód :/ Swoje robią również częste podjazdy.

Po godzinie od rozpoczęcia jazdy docieramy nad rzekę Kamp, a właściwie nad sztuczny zbiornik na tej rzece. Gdzieś tam w dali widoczne na skalnym cyplu ruiny zamku Lichtenfels.


Po kolejnej godzinie docieramy do Zwettl. Jak pisałem wcześniej już tu kilka lat temu byłem, więc jedyne co to robimy pierwsze dziś zakupy. W sakwach ląduje kilka butelek piwa z miejscowego browaru(ponoć największego w Austrii, który znajduje się w prywatnych rękach). Jak już jesteśmy na rynku to wypadałoby zrobić kilka zdjęć ot chociażby dla dokumentacji i późniejszej możliwości wykorzystania w niniejszej relacji ;)



Kilka kilometrów za miastem przerwa śniadaniowa. Chociaż bardziej chodziło o to by uszczuplić zapasy złocistego trunku ;)



Wiatr hula na całego. Na większych zjazdach trzeba mocno trzymać kierownicę bo wystarczy jeden mocniejszy podmuch i można wylądować w rowie...

Kolejną miejscowością przez którą przejeżdżamy, a warto o niej wspomnieć jest Schweiggers. Miasteczko niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale warto napomknąć, że 2 kilometry od miasta swoje źródła ma rzeka Dyja. Dyja Niemiecka konkretnie, która po 75,8 km łączy się z Dyją Morawską tworząc już właściwą Dyję. Poza tym stoi tu barokowy kościół, rynek to dwie ulice przedzielone pasem zieleni z ustawionym na środku pomnikiem ku czci ofiar obu wojen światowych oraz po południowej stronie placu ratusz.





Do źródeł Dyji nie podjeżdżamy bo i to nie w planach, a i czas nam się coraz bardziej kurczy. Po czterech godzinach jazdy mamy ledwo 50 km. Wszystko przez ten wiatr. Ale spoko..., teraz od Schweiggers jedziemy już w kierunku północnym, więc wiatr będziemy mieć bardziej z lewej strony ;)


Po kilkunastu minutach docieramy do Kirchberg am Walde. Miejscowość zaskoczyła mnie dużą ilością ciekawych obiektów. Jest tu kilka kościołów, a tą główną świątynią jest barokowy kościół pod wezwaniem Jana Chrzciciela.


Innym kościołem jest ten szpitalny wraz z obiektami dawnego szpitala. Został on wybudowany na początku XVIII wieku.


Jest też pałac, który stoi w miejscu średniowiecznego zamku. W 1561 roku został przebudowany w stylu renesansowym. 110 lat później w stylu barokowym.



Na łące pomiędzy pałacem, a ratuszem kolejna dziś pauza na piwo ;) Swoją drogą ratusz usytuowany trochę inaczej jak zwykle bo poza głównym płacem.



W rynku stoi pręgierz z 1714 roku.


Po godzinie jazdy jesteśmy w Schrems. Kilka fotek i lecimy dalej.




Po kolejnej godzinie odwiedzamy Heidenreichstein. Znajduje się tutaj zamek na niewysokiej skale, otoczony wodą. Pierwsze wzmianki na temat tutejszej warowni pochodzą z polowy XII wieku.



Rynek niewielki, ale ładny. Sporo tu zieleni oraz kwiatów. Dominantą głównego placu jest romański kościół z barokową wieżą. Patronką świątyni jest św. Małgorzata.




W małej wsi Ruders mamy małą zagwozdkę jak jechać dalej. O trasę pytamy starszego pana w pierwszym lepszym gospodarstwie. Okazuje się, że Austriak bardzo dobrze włada językiem czeskim i z porozumiewaniem się nie mamy najmniejszych problemów. Oczywiście doradza nam jak najlepiej jechać by dotrzeć do Vranova :)


Popołudniu pogoda trochę siada. Znaczy się nadciągają chmury, ale padać z nich nie powinno. Plusem sporym jest jednak, że po zmianie kierunku jazdy na północny wschód mamy z wiatrem. Szkoda tylko, że ten właśnie znacznie osłabł  :/

Odwiedzamy Raabs an der Thaya. W mieście tym znajduje się źródło-ujście rzek Morawska i Niemiecka Dyja, które tworzą już właściwą Dyję. Z miejsca gdzie obie rzeki się łączą jest ładny widok na tutejszą twierdzę.


Tutejszy zamek wzmiankowany w kronikach jeszcze przed 1100 rokiem. Nie mamy czasu na zwiedzanie. Robimy szybki przejazd przez opustoszałe miasto ...



Drosendorf to kolejne miasteczko na naszej trasie. Tutaj odbijamy na moment z naszej trasy i podjeżdżamy do centrum. Dzisiejszy ratusz w Drosendorf pochodzi z lat 1542 - 1560 . Kiedyś była też wieża, ale w 1846 roku spłonęła.



Tutejszy zamek pochodzi z 1180 roku. Jego obecny wygląd to rok 1694.




Około 19-stej opuszczamy terytorium Austrii. Mieliśmy jechać ciągle wzdłuż Dyji, ale z racji późnej pory i trochę niepewnej pogody decydujemy się skrócić trochę trasę darując sobie przejazd m.in. przez Bitov. We Vranovie nad Dyją chciałem wejść chociaż do parku przypałacowego, ale o godzinie kiedy tam dotarliśmy to moglibyśmy co najwyżej pocałować klamkę bramy wjazdowej( co zresztą uczyniło kilku turystów ;) ). Jedziemy na dół bo Grzesiu potrzebuje zrobić zakupy. Zdążył na pięć minut przed zamknięciem sklepu. Ja robię tylko kilka zdjęć z centrum....



Wyjeżdżamy stromo pod górę opuszczając wąwóz, którym płynie rzeka Dyja. Na jednym z zakrętów jest punkt widokowy na miasto. Miejsce to upodobały sobie zakochane pary co widać po ilości różnego rodzaju kłódek, kłódeczek i zapięć ;)





W drodze do Znojma zastaje nas zachód słońca, a w zasadzie to tylko na zachód się zanosiło ;) Znojmo ponownie omijamy, choć liczyłem, że uda się nam tam dotrzeć za dnia i pokręcić się trochę po mieście. Silny, spowalniający nas wiatr zrobił jednak swoje...


W okolicy miejscowości Lechovice zatrzymujemy się na ostatni biwak podczas tego wypadu. Dystans dnia ponownie marny... Noc natomiast szykuje się bardzo ciepła i spokojna....

Statystyki dzień 3.

...i tradycyjnie już link do większej ilości zdjęć :)

https://photos.app.goo.gl/PqKjsvLrduL7YeOW2

cdn...



6 komentarzy:

  1. O, widzę, że zaczęli jakiś remont zamku we Vranovie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hamak to chyba nowość u Ciebie? Na wcześniejszych rowerowych tripach nie widziałam żebyś używał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hamak to fajna sprawa. Tamten był pożyczony. Teraz mam już swój:)

      Usuń
    2. Nie zabrałem płachty biwakowej i jakoś trzeba było sobie radzić :D

      Usuń