Strony

środa, 15 sierpnia 2018

VIII Pieszy Rajd Prudnik-Pradziad - 11.08.2018

Już po raz ósmy prudnicki oddział PTTK wraz z Tygodnikiem Prudnickim zorganizował imprezę pod tytułem Rajd Prudnik - Pradziad. Impreza ta nie jest wyścigiem(choć niektórzy ze sobą rywalizują), nie ma pucharów i medali. Celem jest pokonanie trasy z Prudnika na najwyższy szczyt Sudetów Wschodnich - Pradziada. Uczestnicy mają do pokonania około 60 km w limicie czasu 15 godz. Co roku przebieg trasy się zmienia, więc nie jest nudno. Jest to bardzo wyczerpująca impreza, której charakter jest bardzo towarzyski. Uczestnicy wędrują z reguły w grupkach rozkoszując się pięknem natury oraz umilając sobie pokonywane kilometry na rozmowach. Nagrodą za ukończenie Rajdu jest przede wszystkim satysfakcja z pokonania tej trasy. Oczywiście organizatorzy na koniec wręczają każdemu uczestnikowi, który ukończył Rajd pamiątkowy certyfikat :)
Nie wszyscy docierają jednak do celu dlatego na trasie wyznaczone są zazwyczaj dwa punkty gdzie należy oczekiwać autokaru powrotnego. W tym roku punkty zbiórki były we Vrbnie pod Pradziadem oraz w miejscowości Karlova Studanka.

W Rajdzie tym biorę udział po raz trzeci(miałem kilkuletnią przerwę). Przez ostatnie dwa lata w tym okresie przypadał mój urlop, a podczas urlopu to wiadomo, że jestem gdzieś na rowerowym wyjeździe ;)



Punkt startu jak zwykle wyznaczony był  w prudnickim parku przy altanie. Problem w tym, że gdy wstałem to za oknem pada, a wręcz leje deszcz ! Po kilu kilometrach jazdy rowerem odechciewa mi się i wracam do domu. Gdy się przebrałem to jak na złość deszcz ustaje tzn. już nie leje tylko pada delikatna mżawka. Na start o wyznaczonej godzinie już nie dążę to może potowarzyszę znajomym na trasie jadąc rowerem i robiąc zdjęcia ;) Docierając na miejsce startu zostaję jednak namówiony na udział pieszy w Rajdzie. Rower zostaje schowany do redakcji Tygodnika Prudnickiego, a ja wyruszam wspólnie z redaktorem naczelnym tygodnika na trasę przed godziną szóstą.

Trasa przez Las Prudnicki stoi pod znakiem deszczu, a od granicy z Republiką Czeską łapie nas konkretna ulewa. Na szczęście po chwili przestaje padać, a my zaczynamy wyprzedzać pierwszych uczestników Rajdu.




Od Jindrichova idąc wzdłuż Svinnego Potoku szlakiem niebieskim robi się już tłum ;)


Docieramy do skrzyżowania szlaków pod Krowią Górą. Tutaj punkt kontrolny oraz możliwość uzupełnienia zapasów wody na bufecie.






Obieramy kierunek zachodni kontynuując dalszą wędrówkę za żółtymi znakami. Zdobywamy Solną Górę i kilkaset metrów dalej odbijamy na szlak niebieski. Pogoda jest bardzo dynamiczna. Jaz idziemy w gęstej mgle, a po chwili łapie nas kolejna ulewa i tak na okrągło ;)




Zdobywamy szczyt Solnej Góry. O ile sam wierzchołek jeszcze porośnięty lasem o tyle całe stoki są jego zupełnie pozbawione. Ciężko się wędruje na tym odcinku bo w wielu miejscach leżą świeżo ścięcie drzewa.









Po drugiej stronie szczytu nie lepiej. Parujące góry dają niezły spektakl !



Ze względu na utrudnienia związane z wycinką i zwózką drzew zostało wytyczone obejście szlaku. Tak schodzimy do Komory, części Holcovic.





Teraz kawałek wzdłuż rzeki Opavica do "centrum" miejscowości. Tam kawałek trzeba nadrobić dystansu by zrobić stosowne zakupy w sklepie ;)





Wspinamy się stromo do Hornich Holcovic. Wiadomość dnia to taka, że się wypogadza ! Przechodzimy w niedużej odległości od wieży widokowej na Skalce. Kto chciał mógł sobie tam podejść. Ja wolałem wykorzystać ten czas na wypuszczenie Igora w przestworza. No i w ten sposób straciłem pół godzi czasu. A tak sobie zakładałem, że pokonam trasę Rajdu w około dziesięć godzin, a tak to nie ma się już co śpieszyć ;P






Na dalszym odcinku dzisiejszej trasy w kierunku Ostrego są chyba najładniejsze widokowo miejsca.




Z Ostrego bardzo strome zejście do Vrbna pod Pradziadem. Trzeba tutaj bardzo uważać by nie zgubić szlaku. Szlak niebieski w pewnym momencie opuszcza leśną drogę i staje się wąską zarośniętą ścieżką. Zapewne niejeden uczestnik Rajdu minął to odbicie i pognał drogą w dół ;)




W Vrbnie pod Pradziadem jest możliwość uzupełnienia zapasów w którymś ze sklepów. Tutaj też część uczestników ma możliwość zrezygnować z dalszej wędrówki.





Z Vrbna idziemy asfaltem po czerwonym szlaku. Na Koprivniku odbijamy na żółty i już leśną drogą idziemy w kierunku Malej Hvezdy.



I ponownie kawałek asfaltu.


Po odbiciu na niebieski szlak docieramy do punktu widokowego zlokalizowanego na skałach przy maszcie przekaźnika. Ładnie widoczny stąd Pradziad nasz dzisiejszy cel.



Do Karlovej Studanki idziemy po monotonnej drodze szutrowej. Zero widoków tylko sam las. W miejscowości uzdrowiskowej odbywa się właśnie impreza pt. "Gastro festival 2018 Karlova Studánka". Turystów tu dziś bardzo wielu.




W Karlovej też dopada mnie kryzys formy. Idzie mi się po prostu masakrycznie ciężko :/ Zostawiam wszystkich znajomych, którzy postanowili chwilę tu odpocząć i powoli sunę naprzód. I tak jest pewne, że mnie prędzej czy później dogonią na trasie w dolinie Białej Opawy. Tuż przed wlotem do doliny gdzie wiodą szlaki żółty oraz niebieski spotykam znajomych, którzy akurat w tym momencie nawracają samochodem ponieważ droga na Vidly jest zamknięta ze względu na remont nawierzchni.
I tak jak się spodziewałem już po chwili doganiają mnie znajomi. Jednak i mi trochę wróciło sił i mogę odrobinę podkręcić tempo marszu.



Następnie dogania mnie Andrzej z którym rozpoczynałem dzisiejszy rajd. Jest też Dawid z goryopawskie.eu...





Szlaki w dolinie rozdzielają się. Niebieski idzie górą i jest zdecydowanie łatwiejszy od biegnącego dnem doliny żółtego. My idziemy dołem. Szlak doliną Białej Opawy jest ponoć jednym z bardziej ciekawych w całych Jesionikach. Ja tam wolę jednak bardziej rozległe widoki gdzieś na otwartej przestrzeni ;)
Grupa nam się rozciąga, łączy z inną i tak w sumie każdy po swojemu dociera do chaty Barborka.



Woda skończyła mi się w Karlovej Studance i tak o suchym pysku idę od niemal dziesięciu kilometrów. Bardzo liczę, że źródełko przy drodze na szczyt będzie obfite w wodę. Na szczęście jest. Można uzupełnić zapasy wody...
Teraz pozostaje nam już tylko dotrzeć tym nieszczęsnym asfaltem na szczyt.



Po tak deszczowym dniu liczyłem , że powietrze się oczyści z zanieczyszczeń i będą dziś rozległe widoki. I właśnie tak jest ! Karkonosze delikatnie zamglone, ale widoczne. Po zachodzie słońca będzie znacznie lepiej !


Na szczycie odmeldowuję się po niemal 13 godzinach od wyruszenia na trasę Rajdu. W restauracji solidny posiłek i wychodzimy na zachód słońca. Znaczy się tylko ja tam byłem z uczestników ponieważ czas te ten zbiegł się z podsumowaniem rajdu, ale naprawdę warto było bo widoki niesamowite !







Igor leci w przestworza ;)





Ogólnie jest fajnie, ale po zachodzie jest jeszcze lepiej z widocznością :)



Po całej ceremonii podsumowania imprezy(na której mnie nie było ;) ), gdy jest już niemal zupełnie ciemno rozpoczynamy zejście na parking na Ovcarne. Następnie przejazd do Prudnika. Mnie dodatkowo czeka powrót do domu rowerem po nocy, ale już nie takie rzeczy się robiło ;)


Pokonany tego dnia pieszy dystans to 64 km podczas samego rajdu. No i jeszcze rowerem 30 km ;)

Przez następne dwa dni miałem problemy z normalnym chodzeniem, ale z jazdą rowerem było już znacznie lepiej i np. w niedzielę wybrałem się relaksacyjnie na Biskupią Kopę :D


Link do albumu z większą ilością zdjęć : https://photos.app.goo.gl/UNdh3qea5fbg9aATA