Ta biało-ruda kotka dość długo w nocy kręciła się w okolicy mojego biwaku. Jednak chyba w końcu stwierdziła, że nic więcej do jedzenia nie dostanie i sobie gdzieś poszła 😉
Z rana wyjadam resztkę tego co mi pozostało po wieczornej kolacji i o wschodzie słońca ruszam dalej na północ w kierunku miasta Ráckeve.
Tutaj muszę zrobić zakupy, ale oczywiście trochę też się pokręcę po tym urokliwym miasteczku.
Miejscowość została założona przez serbskich uciekinierów w XV wieku. W serbskim języku brzmi Górny Kowin. Ludność Kowina uciekła przed inwazją turecką. Niestety sto lat później i Górny Kowin trafił pod władanie sułtana co przyczyniło się do jego upadku. Obecnie miasto zamieszkuje znikoma liczba Serbów lub ich potomków.
W tym serbskim Kowinie byłem podczas tej wyprawy dwa dni wcześniej 😉
Tutaj znajduje się kościół będącym najstarszym prawosławnym kościołem na Węgrzech Serbskiego Kościoła Prawosławnego. Został on zbudowany w roku 1487.
A jazda przez Budapeszt jest bardzo przyjemna. W zasadzie bezkolizyjna ze zmotoryzowanymi uczestnikami ruchu. tylko trzeba bardzo uważać na pieszych turystów, którzy mają klepki na oczach i kompletnie nie zwracają uwagi na to, że idą po ścieżce rowerowej. A takich osób jest wiele. Szczególnie w okolicy centrum.
I tutaj zaznaczam, że nie mam zamiaru nic opisywać o stolicy Węgier bo musiałbym tego napisać bardzo wiele. Zajęłoby to mi sporo czasu, a osobie czytającej mogłoby się wydać dość monotonne i przez to nudne.
Poruszam się po zachodnim brzegu, a więc po dzielnicy Buda. To tutaj jest ścisłe centrum starego miasta. Żeby je zwiedzić chociażby powierzchownie to trzeba by było chyba całego dnia, a jeżeli mówimy o całym mieście to myślę, że musimy przeznaczyć na to ze trzy dni tyle jest tutaj miejsc wartych zobaczenia...
Na drugim brzegu Dunaju znajduje się dzielnica Pest z najbardziej rozpoznawalnym obiektem stolicy Węgier - gmachem parlamentu.
Teraz przejeżdżam na wschodni brzeg i staram się opuścić miasto. Nie jest to trudne bo jednak trasa naddunajska to genialna sprawa ! Nawet udało mi się zobaczyć słynny "pływający autobus". I to w momencie gdy wodował !
O dziwo im dalej od Budapesztu tym więcej rowerzystów na ścieżce rowerowej.
![]() |
Teraz kieruję się już do miasta Vác. Jadę po znanej mi trasie, którą pokonywałem nie tak dawno temu bo na długi weekend bożocielny.
Vac to takie bardziej kameralne miasto. Nie sąsiaduje z Budapesztem i pewnie dlatego mniej tutaj dociera turystów.
W mieście sporo ciekawych obiektów. Najważniejszą świątynią jest oczywiście katedra pochodząca z 1777 roku. Oprócz głównego kościoła w mieście zobaczymy tu również wiele innych świątyń.
Główny plac miasta jest w kształcie trójkąta i tutaj zlokalizowane jest najwięcej zabytków.. Pałac, klasztor i kilka muzeów. Oczywiście wspomnieć tutaj trzeba o fundamentach romańskiego kościoła.
Za miastem postanowiłem trochę urozmaicić sobie trasę i zaliczyłem jeden dość męczący podjazd.
Trochę się wymęczyłem, ale warto było bo widoki miałem świetne !
Droga krajowa nr. 2 zaprowadzi mnie aż do przejścia granicznego w okolicy miasta Šahy. To niemal 40 kilometrów drogi.
Zaraz po przekroczeniu granicy dopada mnie burza. Szybko robię zakupy i uciekam dalej w głąb Słowacji. W około ciągle się kotłuje, błyska, grzmi i pada.
Im bliżej domu tym zawsze mam dylemat jak jechać dalej. Tereny coraz bardziej mi znane i z czasem ubywa mi opcji wyboru trasy do domu. Nie chcę powtarzać drogi, ale czasami nie mam już wyjścia. Dzisiaj na noc zatrzymuję się w okolicy miejscowości Demandice .
Dystans dnia: 178,1 km
Trasa dzień 14
cdn






















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz