Strony

środa, 14 września 2016

Rowerowy Eurotrip 2016 -Dzień 10 - Trento, Bolzano - 01.08.2016

Budzi mnie padający deszcz. Co prawda nie są to jakieś mocne opady, ale licho wie co będzie za chwilę. Szybko się ewakuuję pod filar mostu. Grzesia nic nie rusza. Zdołał się tylko przykryć plandeką ;) Bez pośpiechu pakuję się i próbuje zlikwidować luz w sporcie. Niestety nic już nie da się zrobić i pozostaje mieć nadzieję, że się kompletnie nie rozsypie zanim nie znajdziemy jakiegoś serwisu rowerowego. Pozostaje mi czekać na Grzesia.



Opady deszczu ustały co pozwoliło nam dość szybko się zebrać do dalszej drogi. Teoretycznie mamy dziś z góry, ale to tylko według mapy. Jadąc wzdłuż rzeki Piave pokonujemy niewielkie wzniesienia kierując się do Belluno. W mieście jesteśmy po dwóch godzinach. Najważniejszą rzeczą na chwilę obecną są zakupy bo wszystko już nam się skończyło, zarówno prowiant jak i woda.
  

Samo miasto przejeżdżamy dzielnicą, w której znajduje się wiele takich zabytkowych willi.


Ogólnie to przydałoby się trochę słońca bo po opadach deszczu mgły bardzo ciekawie wyglądają.



Ścieżką rowerową docieramy do Sedico. W Santa Giustina chwila przerwy na głównym placu i jedziemy dalej w kierunku Trento(Trydent).



W okolicy Arsiè zaczyna padać, a my jesteśmy zmuszeni zrobić objazd bo główna droga zamknięta ze względu na remonty. Podjeżdżamy w padającym deszczu do miejscowości Fastro.




Następnie stromy zjazd po genialnie wijących się serpentynach. Mijamy okazały Fort Primolano. Trzeba tylko ostrożnie zjeżdżać bo jezdnia  jest mokra i o uślizg koła nietrudno.



Zjeżdżając do doliny rzeki Brenta naszym oczom ukazuje się błękit nieba. No w końcu !


W taką pogodę jechać to ja rozumiem ;) Przemierzamy dolinę po ścieżkach rowerowych biegnących wzdłuż rzeki raz po lewej, a raz po prawej stronie. Rowerzystów też coraz więcej spotykamy.



Temperatura szybko rośnie. Wykorzystujemy hydrant przy ścieżce w Tezze by się umyć.



Stromo opadające zbocza gór ku dolinie robią wielkie wrażenie.



Docieramy do Borgo Valsugana. Pogoda siada. Na szczęście deszcz tylko nas straszy. Ponad miastem góruje zamek Telvana.



Jednak słońce nie daje za wygraną :)


A nam przychodzi zrobić kolejny dziś objazd bo główną drogą nie wypada. Zbyt wiele tam tuneli ;) Wspinamy się pod górę wzdłuż jeziora Levico. Szkoda, że widoki zasłaniają drzewa. Na podjeździe tym mam wrażenie, że luzy w suporcie jakby się powiększyły. Jutro trzeba będzie coś z tym zrobić i znaleźć jakiś serwis.


W najwyższym punkcie docieramy do Masetti. Od razu w oczy rzuca się zamek Pergine na wzgórzu.



W Pergine Valsugana robimy zakupy. Dalej jest jakiś objazd bo policja kieruje wszystkich na inną drogę. Miejscowi doradzają jak wrócić do głównej drogi. Za daleko nią nie ujechaliśmy bo dalej jechać rowerem nie można o czym informują stosowne znaki. Od tego miejsca prowadzi nas miejscowy kolarz jadący w sandałach ;) Chociaż jego angielski jest słabszy od naszego to jakoś się dogadujemy ;)



I tak ciśniemy po wzniesieniach kilkanaście kilometrów. Nieźle się wymęczyłem z tymi tobołami. Nawet za bardzo zdjęć nie ma jak robić...

W miejscowości Cognola żegnamy Włocha, który tutaj mieszka. Tłumaczy nam jak ominąć centrum Trento i dotrzeć do trasy rowerowej biegnącej nad Adygą. My oczywiście w plątaninie drug pobłądziliśmy, więc jedziemy "na czuja". Przejeżdżamy obok zamku Buonconsiglio, dawnej rezydencji biskupów położonej na wzgórzu w północno-wschodniej części starówki.



I tak trochę kluczymy po mieście próbując znaleźć właściwą ścieżkę. Zaczepiamy przechodnia chcąc się spytać o drogę. Okazuje się, że jest z Kolumbii i miasta zupełnie nie zna ;)
Za to na wieść, że jesteśmy z Polski stwierdza: "Tour de France ! Rafał Majka !" A ja na to "Kolumbia, Nairo Quintana !" :D

W sumie dotarcie nad Adygę było banalnie proste. Tylko za bardzo kombinowaliśmy zatrzymując się na niemal każdym skrzyżowaniu i się zastanawiając jak dalej jechać ;)



Teraz będzie już przyjemna jazda aż do końca dnia. Mamy też nadzieję, że pogoda nie pokrzyżuje naszych planów i uda się nabić dzisiaj jeszcze sporo kilometrów. Wiatr wieje nam w plecy i jedziemy z dużą prędkością na północ ciągle po ścieżce rowerowej.



Ale jak to ostatnio bywa po zachodzie słońca odechciewa się dalszej jazdy. Sam bym pewnie spokojnie dojechał do Bolzano, ale wiedząc jak długo się Grzesiu przygotowuje do snu, a potem ogarnia przed wyjazdem pewnie nazajutrz ruszylibyśmy o 10-tej ;) Dlatego około 22 kończymy dzisiejszą jazdę. Przeboleję bo dziś 200 km pękło ;)



Jednak niedotarcie dzisiejszego dnia do Bolzano może skutkować niewykonaniem jutrzejszego planu, a jutro już nie będzie tak łatwo...

Statystyki - dzień 10


Piwo x 4, inne płyny 3,5 litra.

Cała galeria z dnia 10 :  LINK

cdn...