Strony

piątek, 20 kwietnia 2018

Południowe Morawy - Dzień 1- 14-15.04.2018

To pierwszy dwudniowy wypad w tym sezonie. Relację z tego wyjazdu podzielę na dwa dni ponieważ wszystko w jednej części to byłoby trochę zbyt wiele ;)

Postanawiam wyjechać bardzo wcześnie tak by jeszcze w nocy przeskoczyć przez Jesioniki. Świt zastaje mnie gdzieś w okolicy Unicova gdy licznik pokazuje blisko 100 kilometrów przejechanych. Staram się od teraz poruszać po wyznaczonych trasach/ścieżkach rowerowych na południe. Czasami owe trasy wiodą polnymi drogami a tam jest straszne błoto po niedawnych opadach deszczu. Poranek jest bardzo chłodny, ale zapowiada się naprawdę piękny dzień !




Na północ od Litovela jest niewielka miejscowość Červenka, a tam widoczny z daleka pałac. Obiekt wybudowany w roku 1849. Dwanaście lat później zamieniony w klasztor redemptorystów.



W Litovelu podjeżdżam na rynek, który jeszcze jest w większości skryty w cieniu. Jadę tam przez zabytkowy kamienny most. Jest najstarszym na Morawach i jednym z najstarszych na ziemiach Republiki Czeskiej.
Oczywiście musi być miejscowe piwo. Ścieżki rowerowe rozwalają system !




Kierując się na południe do Prostějova zatrzymuję się na chwilę w parku zdrojowym w miejscowości Slatinice. Jest to najstarsze uzdrowisko na Morawach. Jego początki sięgają ponoć XVI wieku.





Prostějov często odwiedzam będąc w pobliżu. Tym razem czynię podobnie. Kręcę się w okolicy ścisłego centrum. Ładnie wygląda renesansowy pałac z neorenesansową dekoracją sgraffitową.


Na głównym placu miasta( nam. T.G.Masaryka) dominuje budowla nowego ratusza z wysoką na 66 metrów wieżą. Stary ratusz to obecnie muzeum. Główną świątynią w mieście jest kościół podwyższenia krzyża świętego.





W przeszłości miasto okalały mury obronne. Do dziś zachował się tylko ich niewielki fragment.



Jednym z ciekawszych budynków pod względem architektonicznym jest Národní dům stanowiący jednocześnie ważny ośrodek kultury. Powstał w latach 1905-1907 w stylu czeskiej secesji.




Z miasta wydostaję się ścieżką rowerową. Później dość długi dystans jadę wzdłuż autostrady D46. W Brodku u Prostejova robię kolejną pauzę. Trzeba zrobić zapasy płynów ;)
Przy okazji podjeżdżam pod tamtejszy pałac. Niestety obejrzałem go tylko zza zamkniętej bramy wjazdowej.





To co zakupiłem spożywam tuż obok muzeum lotnictwa w Vyškovie. Na rynku robię całe dwa zdjęcia....



Drogą nr. 431 jadę do Bučovic. Widoki robią się co raz ładniejsze, a i pogoda bardzo dopisuje :) 



Stromy zjazd do miasteczka. Przez Bučovice szybki przejazd. Zatrzymuję się tylko na niewielkim rynku i pod budowlą renesansowego pałacu.




Kilka kilometrów na południe w Ždánicach kolejny pałacyk. Ten z kolei reprezentuje styl barokowy po przebudowie w XVIII wieku za panowania Liechtensteinów. Z zewnątrz obiekt trochę zaniedbany szczególnie od strony parku.





Południowe Morawy słyną z ogromnej sieci tras i ścieżek rowerowych. Okolice miasta Kyjov znane są również w środowisku fotografów. Nawet teraz w południe ciągle spotykam osoby biegające ze sprzętem foto, ale dla takich widoków warto:)





W Čejkovicach pod pałacem stoi kilkanaście taksówek. Zastanawiałem się dlaczego aż tyle w tak niewielkiej miejscowości ? Odpowiedź przyszła bardzo szybko. Chwilę później widzę kilkadziesiąt osób spacerujących z ogromnymi lampkami wina. W końcu to kraina słynąca w wyrobu wybornego wina. Chociaż ja tam w tym trunku nie gustuję :P Kilka osób już trochę wypiło i odpoczywa w cieniu na trawniku, a gdy już znajdą na tyle siły by dojść pod pałac to taksówkarz odwiezie takiego chętnie na kwaterę ;)


Całkiem niedaleko znajduje się drewniany młyn wiatrowy. Wyremontowano go całkiem niedawno o czym napisano na tablicach informacyjnych.




Kilka kilometrów dalej zaznaczono na mapie wieżę widokową. Z daleka wygląda bardzo podobnie jak wieża wiertnicza do wydobycia ropy naftowej. I tak też miała wyglądać aby nawiązywała swym wyglądem do takich obiektów, a to ze względu na złoże ropy naftowej "Hodonín" znajdujące się w tej okolicy czyli północnej części basenu wiedeńskiego, wewnątrz obniżenia dolnomorawskiego.







Wieża widokowa jest ogólnodostępna, a teren w koło ładnie zagospodarowany. Widoki przy takiej pogodzie są przednie. 







I mimo iż wysokość n.p.m. to ledwo 250 metrów dojrzeć można Alpy austriackie ze Schneebergiem na czele. Miałem tą przyjemność ujrzeć to na własne oczy chociaż pod mocne słonce. Zdjęcie również mocno zmasakrowane obróbką tak by coś tam z niego wyciągnąć. Tylko ten "las" wiatraków po austriackiej stronie....


Schneeberg - 149,1 km
No i osoby z lękiem wysokości nie powinny patrzeć pod nogi bo mogłyby czuć się nieswojo ;)


Późno się już robi, a ja mam jeszcze jeden cel na dzisiaj. Na wariata bym zdążył ale to trochę bez sensu gonić. Jadę więc do Mikulčic spokojnym tempem. Mało tego, nie jadę tam najkrótszą drogą tylko trasą rowerową tak trochę naokoło ;)
Celem mojej wycieczki było Słowiańskie grodzisko w Mikulčicach, słowiańskie stanowisko archeologiczne w Czechach z czasów wielkomorawskich. Główne znaleziska archeologiczne pochodzą z VIII i IX wieku. Prawdopodobnie tu działali święci Cyryl i Metody, którzy prowadzili w IX wieku misje chrystianizacyjne na tych ziemiach.


Gród jak na tamte czasy był duży o czym świadczy chociażby aż dwanaście odkrytych fundamentów kościołów wokół których pochowano przeszło 2,5 tysiąca osób ! Był tu też pałac książęcy. Spacerować wśród kopi fundamentów kościołów można nieodpłatnie. Ja miałem nadzieję zobaczyć ekspozycje znajdujące się w dwóch pawilonach. Niestety spóźniłem się, ale może innym razem ;)








Trwają starania o wpisanie zabytku na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.



No i dotarłem do wyznaczonego celu, więc teraz trzeba wrócić, ale spokojnie przecież mam jeszcze sporo czasu i w zasadzie żadnego planu. Jadę trasą rowerową do Mikulčic. Infrastruktura rowerowa w okolicy jest na niesamowicie wysokim poziomie. Ciągle można natrafić na jakieś wiaty i inne miejsca odpoczynku. Można też np. poczytać książki ;)



 ... czy też wypić piwo ;)


A że było to ostatnie z sakwy to w Hodoninie robię stosowne zapasy ;)



Po zmroku lecę już bez ceregieli główna drogą na Strážnice. Tak se pomyślałem, że jestem tu już chyba ósmy raz, a tylko raz byłem za dnia. W pozostałych przypadkach przejeżdżam tędy zawsze po ciemku ;)


W między czasie na mapie  wypatrzyłem wieże widokową w okolicy. Wydawało się, że to dość blisko, ale musiałem jeszcze dość sporo kilometrów pokonać by się tam dostać. Ta ciekawa konstrukcja stoi na niewysokim wzniesieniu Radošov. Na drodze było dość sporo błota i się trochę pomęczyłem na koniec tego fajnego dnia.

Dzień zakończyłem z dystansem 285 kilometrów:)

Duża porcja zdjęć tradycyjnie w załączonej galerii:

https://photos.app.goo.gl/KbvLoaryHaUg6Qjo1


Część druga tego wypadu w najbliższym czasie ;)