Strony

wtorek, 8 stycznia 2019

Zimowy klasyk karkonoski - 16.12.2018

Prognozy na ten dzień nie były zbyt optymistyczne. To już dzień wcześniej miało być ładniej, a jak pisałem i co zresztą było widać na zdjęciach w poprzednim wpisie była przysłowiowa dupówa :/ Dlatego na niedzielę nie spodziewałem się żadnych fajerwerków....

Zamiar był taki by zdobyć tego dnia Śnieżkę. Nie ważne w jaki sposób, po prostu znaleźć się tam na szczycie. Wyjazd z Jeleniej Góry mamy pierwszym autobusem w kierunku Karpacza tj. jakoś po ósmej. Wyjeżdżamy za miasto i wówczas widzimy ja chmury się rozstępują i jest widoczny najwyższy szczyt Karkonoszy. Co jest, miała być byle jaka pogoda, a tu nagle okazuje się, że świeci słońce tam wysoko. Mam nadzieję, że takie warunki utrzymają się dłużej i dane będzie nam pospacerować w słońcu. I nie ważne, że aktualnie jest tam kilkanaście stopni poniżej zera, ważne że świeci słońce ;)



Sławek postanawia wjechać na Kopę wyciągiem, a ja decyduję się wystartować spod kościółka Wang. Piękna bezwietrzna aura, taka jaką bym sobie właśnie życzył.




Jestem pierwszym turystą, który dziś kupuje bilet wstępu do Karkonoskiego Parku Narodowego. Przechodzę przez bramę i w zasadzie nie opuszczam aparatu od oka bo jest tak pięknie!




Pisząc w tytule "klasycznie" zawsze mam na myśli klasyczne dla mnie. Czyli pokonuję jedną z moich ulubionych tras, a ta dzisiejsza wiedzie z Polany do formacji skalnych "Pielgrzymy".






Śniegu ostatnio trochę napadało, ale ścieżka bardzo fajnie wydeptana. Od Pielgrzymów wspinam się do skały "Słonecznik". Jak do tej pory spotkałem tylko dwóch turystów i to na samym początku.





Widzę, że przez równię pod Śnieżką przewalają się chmury i spływają po stokach Kopy czyli tam gdzie jest wyciąg. Domyślałem się, że Sławek raczej nie będzie mieć widoków ;) U mnie natomiast bajka !




Gdyby nie ograniczony czas, którym dysponujemy w dniu dzisiejszym to mógłbym w takiej scenerii wędrować i wędrować. Jednak mając świadomość, że mamy tylko kilka godzin na wędrówkę trzeba się dość mocno sprężać.
W zimie przy większej ilości śniegu turyści poruszają się zimową wersją szlaku wzdłuż tyczek po stoku Smogorni. Miejscami dość sporo człowiek się zapada bo w sumie śnieg jest świeży, niezwiązany i co pewien czas noga wpada w znajdującą się pod spodem kosodrzewinę.





Docieram do "Spalonej strażnicy" Łączą się tu szlaki i od teraz sporo turystów mijam. Szybko pokonuję odcinek po równi do schroniska Śląski Dom. Sławek już jakiś czas temu dał znać, że siedzi na górze przy herbacie....



Bardzo szybko wspinam się szlakiem granicznym do góry. Jednak jak tu przejść obojętnie obok takich widoków ?!




Gdzieś po drodze zaczepia mnie jedna dziewczyna... - Robert ? -Tak. Odpowiadam zdziwiony. - Twój kolega czeka na górze....

Sławek musiał mnie bardzo dobrze opisać skoro w takim tłumie mnie rozpoznała ;)

Na szczycie kilkanaście fotek i szybko schodzę by dogonić Sławka, który zszedł trochę wcześniej.





Wcześniejsze plany były takie, że wstępujemy do któregoś ze schronisk po drodze jednak straszliwie zaczął się nam kurczyć czas, którym dysponujemy. Narzucamy wysokie tempo marszu przez równię. Jednak znalazło się kilka chwil żeby zrobić jakieś zdjęcie ;)



Schodzimy do Schroniska Strzecha Akademicka. Do środka wstępuję tylko ja. Naszła mnie ochota na piwo. Wypijam jedno szybko na miejscu, a dwa kolejne lądują w plecaku ;)



I znowu przyszło mi gonić za Sławkiem. Z góry nie ma większego problemu i wiem, że nastąpi to jeszcze przed Karpaczem. Na Polanie, na dość długim i prostym odcinku szlaku już go widzę. Teraz już się nie śpieszę. Na około kilometr przed końcem dzisiejszej wędrówki idziemy już wspólnie.




<
Na autobus docieramy z małym zapasem czasowym. Po dzisiejszym dniu jestem w pełni zadowolony po mijającym właśnie weekendzie :)

Galeria: https://photos.app.goo.gl/8WqzYzCf3qwU45Ab9