Strony

niedziela, 21 sierpnia 2016

Rowerowy Eurotrip 2016 - Dzień 5 - Przez Alpy Julijskie w deszczu... - 27.07.2016

Noc trochę niespokojna. Kilkukrotnie się budzę przez padający deszcz. Dość mocno wieje i kontroluję napięcie odciągów płachty. Budzimy się po szóstej, ale zebranie się do dalszej drogi zajmuje nam niemal dwie godziny. Coś w nocy mnie ugryzło pod lewym okiem i mam opuchniętą twarz :/





Odzywają się mięśnie łydek. Trochę zajmuje mi czasu by je rozgrzać. O 9-tej jesteśmy w Radovljicy gdzie podjeżdżamy na moment do centrum. Takie niewielkie miasteczka najlepiej się zwiedza ;-)



Tymczasem pora przemieścić się do nieodległego Bled. To jeden z najbardziej charakterystycznych punktów na turystycznej mapie Słowenii. Bled leży nad jeziorem, na którym znajduje się wysepka z kościółkiem Maryji Wspomożycielki. Jest to jeden z bardziej rozpoznawalnych obiektów wśród turystów.


Bled to również zamek na skale. Według źródeł pisanych jest to najstarsza warownia na Słowenii. Chciałem wykonać kilka zdjęć z góry, ale okazało się że wstęp jest w cenie 10 euro :/



Jedziemy dalej w kierunku na Jasenice. Przypadkowo mylimy trasę. Jedziemy nie tą drogą co trzeba. Najpierw pod górę, a potem ostro w dół. Cholera, przecież jechałem tędy trzy lata temu i tak nie było ! Dobrze, że nie zjechaliśmy na sam dół i zdecydowałem w odpowiednim momencie o zawróceniu bo nie wiadomo gdzie byśmy zjechali. Nie obyło się bez wpychania rowerów pod górę ;) No i niestety coś zaczyna mi szwankować telefon, w którym mam zainstalowane mapy :/



Druga próba odnalezienia właściwej trasy była już udana. Docieramy dość szybko do Jasenic gdzie robimy spore zakupy. Wyślij na Słowenii Grzesia po zakup piwa, a pewnym będzie, że przyniesie ci Uniona :D


Tradycyjnie już podczas takich dłuższych wypadów musi mi się przytrafić jakiś defekt. Nie inaczej było i tym razem. Zaczyna mi wysiadać suport. Robi się coraz większy luz na łożyskach. Tutaj pod sklepem udaje mi się go odrobinę zredukować, ale skutkuje to występowaniem mało przyjemnego strzelania łożysk w trakcie jazdy :/


W Mojstranie zjeżdżamy na trasę rowerową D-2, to taka rowerowa autostrada ;) Niestety nadciąga coraz więcej chmur, grzmi. W końcu zaczyna padać. Z czasem opady się nasilają. kilkukrotnie chowamy się przed ulewą.




W Kranjskiej Gorze deszcz ustaje. Robimy zakupy. Przebieram się w suche ciuchy i rozpoczynamy podjazd na przełęcz Vršič 1611 m. Ponownie zaczyna lać :/




Rozpoczynamy wspinaczkę. Grzesiu pojechał już swoim tempem. Ja będę się wielokrotnie zatrzymywać. A to zdjęcie, a to ubrać lub ściągnąć pelerynę....


Denerwuje mnie ten rozlatujący się suport. Powoli jadę pod górę. Grzesiu jest na szczycie kilkadziesiąt minut przede mną.



Zaskakujące jest to, że po południowej stronie jest ładna pogoda. Jeszcze nieraz tak będzie podczas tego wypadu, że padać będzie tylko tam gdzie my jesteśmy, a wszędzie wkoło świeci słońce ;)


Wyczekujemy aż ustanie deszcz i rozpoczynamy zjazd na południową stronę. Niestety trzeba bardzo uważać bo jezdnia mokra i bardzo śliska. Zatrzymuję się na punktach widokowych. Grzesia to zupełnie nie interesuje...




Dziś w planach jest dotrzeć przynajmniej w okolice Tolmina. Mimo niewielu kilometrów pokonanych do tej pory nie powinno być z tym problemu bo mamy ciągle w dół wzdłuż rzeki Soczy. Dolina, którą płynie Socza była światkiem krwawych walk pomiędzy Włochami, a oddziałami austro-węgierskimi. Włosi mimo zdecydowanej przewagi liczebnej ponieśli druzgocącą porażkę. Socza określana jest często mianem „drugiego Verdun”.



Już po zachodzie słońca przejeżdżamy niedaleko wodospadu Boka. Jest to jeden z największych i najpiękniejszych wodospadów na Słowenii. Woda spada tu z wysokości 106 metrów ! Ach gdyby było więcej czasu...



Po dziewiątej przejeżdżamy przez Tolmin. Zaraz za miastem rozbijamy obóz w sadzie. Co prawda przejechanych kilometrów mamy zaledwie 150, ale plan został wykonany. Zakładaliśmy również, że nadrobimy to w kolejnych dniach. Miejscówka nie była może idealna, ale za to mieliśmy w sąsiedztwie niezłą imprezę. Po zasięgnięciu informacji dowiadujemy się, że właśnie odbywa się tam impreza o nazwie Metaldays. To nie mój klimat, ale Grzesiu powiedział, że się zaraz zjara :D



Kilka nocnych zdjęć i pora kłaść się spać. Grzesiu wniebowzięty bo w końcu może rozwiesić hamak ;)

Statystyki - dzień 5

Piwo x6, inne płyny 2,5 litra

Galeria - dzień 5:  LINK


4 komentarze:

  1. w Bled moi rodzice urlopowali się rok temu. Bardzo sobie chwalili okolicę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miasto jest bardzo dobrą bazą wypadową. W końcu Słowenia to niewielki kraj i wszędzie jest niedaleko ;)

      Usuń
  2. Pamiętam podjazd - samochodem :D na przełęcz Vršič, zrobić to na rowerze - szacun!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka lat temu podjechałem pod Mangart. A jeszcze podczas tegorocznej wyprawy zaliczyliśmy 2,5 k ;)

      Usuń