Strony

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Rowerowy Eurotrip 2016 - Dzień 7 - Przez półwysep Istria - 29.07.2016

Miniona noc jest wręcz genialna. Było ciepło, bezwietrznie, a na niebie milion gwiazd! Czego chcieć więcej ? Mimo iż spać położyliśmy się około pierwszej to budzimy się dość wcześnie. Oczywiście zanim ruszamy w drogę mija trochę czasu ;)





Na dzień dobry mamy podjazd. Niezbyt długi, ale bardzo stromy. Po dotarciu do głównej trasy jedziemy dalej w kierunku Vozilići. Ostry zjazd do miejscowości gdzie robimy zapasy płynów bo upał coraz większy ;)




Droga wiedzie przez spory odcinek na wysokości ponad 200 metrów n.p.m. Mijamy Labin i zjazd na poziom Adriatyku by po chwili ponownie wjechać na wytraconą wysokość ;)



Mamy całkiem ładne widoczki. W dali widoczne Góry Dynarskie gdzie znajduje się Park Przyrodniczy Učka z najwyższym szczytem Vojak 1396 m n.p.m. Był to nasz wczorajszy cel dnia. Niestety pogoda pokrzyżowała nasze plany :(


Czas leci, kilometry mijają, my tymczasem docieramy do Puli. To był najbardziej na południe wysunięty punkt tegorocznej wyprawy. Tak przed samym wyjazdem postanowiłem że zobaczę tamtejszy amfiteatr ;) Przebijamy się na nabrzeże gdzie znajduje się najstarsza część miasta pamiętająca czasy panowania Rzymskiego. Trafiamy od razu pod amfiteatr.


Już od V w p.n.e tereny dzisiejszej Puli zamieszkiwali Ilirowie, aż do roku 177 p.n.e. kiedy to obszar ten zajęli Rzymianie. Od 43 r. Pula/Pola stała się kolonią rzymską. Staje się wówczas ważnym ośrodkiem administracyjnym i handlowym. W tym czasie miasto przeżywało okres świetności czego dowodem są liczne zachowane budowle z tego okresu (amfiteatr, łuk triumfalny, świątynia Augusta).

Amfiteatr mógł pomieścić 23 tys. widzów, co czyni go szóstym co do wielkości obiektem tego typu na świecie. Jest również jednym z najlepiej zachowanych obok Koloseum w Rzymie i Al-Dżamm w Tunezji. Ten jest najstarszy z owej trójki bo jego budowę rozpoczęto już w 2 w. p.n.e.



Postanawiam zobaczyć amfiteatr od wewnątrz. Przyjemność ta kosztuje 50 kun czyli jakieś 30 pln. Chorwackiej waluty nie posiadam, ale Grzesiu mi pożycza :)

Wewnątrz trwają przygotowania do koncertu. W grafiku występów znajduje się m.in. legendarny zespół rockowy Status Quo.




Amfiteatr jest uwieczniony na rewersie chorwackich banknotów o nominale 10 kun.

Czasu na zwiedzanie miasta mamy niewiele. Jedziemy jakąś wąską uliczką pod katedrę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wybudowana w XV wieku na miejscu dawnej świątyni Jowisza. Do budowy dzwonnicy wykorzystano kamień pozyskany z amfiteatru, który w tamtych czasach służył jako "kamieniołom".


I w zasadzie wracamy wzdłuż wybrzeża... Tak wiem. Pominęliśmy bardzo wiele ciekawych obiektów pamiętających jeszcze czasy starożytne. Problem polegał na tym, że przygotowania teoretyczne do tej wyprawy były dopiero na kilka dni przed wyjazdem. Pierwotnie mieliśmy jechać zupełnie gdzie indziej( o czym pisałem na wstępie relacji z pierwszego dnia). W każdym bądź razie do samej Puli jeszcze kiedyś wrócę ;)

Pamiątkowe zdjęcie pod palmą oczywiście musi być ;)


A my tymczasem kierujemy się już na północ. Przy drodze reklamy w języku polskim ;)


Naszym kolejnym celem jest kąpiel w Adriatyku. Wynajdujemy mniej tłumny skrawek skalistego wybrzeża w okolicy miejscowości Fažana.



Skały bardzo ostre. Grzesiu rozcina stopę, ale nie narzeka ;) Kąpiel, po trzy piwa i pora ruszać dalej.




Mylimy jednak trasę i droga nam się kończy. Wracamy kawałek do tej głównej. Ta główna w pewnym momencie staje się szeroką szutrówką. Są znaki drogowe. Jeżdżą nią normalnie samochody, więc i my nie kombinujemy tylko jedziemy dalej. Po kilku kilometrach jesteśmy na krajówce.




Początkowo myślałem by zahaczyć o Rovinj, ale ostatecznie omijamy miasto i objeżdżamy Limski kanał. Na jednym z parkingów jesteśmy częstowani lokalnymi alkoholami. 6-7 kieliszków na skosztowanie i trochę zakręciło się w głowach ;) Pani całkiem dobrze mówiła po polsku. Zresztą miała opanowanych kilka języków.



Oczywiście w sakwach ląduje kilka flaszek :)

Bardzo chciałem obejrzeć zachód słońca nad brzegiem morza. Czas płynął nieubłaganie, a droga wiodła w pewnej odległości od wybrzeża. Udaje się znaleźć jakieś niezasłonięte miejsce z widokiem na zachodzące słońce. A zachód był taki sobie...



Zbliżamy się do miasta Novigrad. Miasto jednak omijamy. Oddalamy się na pewien czas od Adriatyku. Pokonujemy po zmroku kilka krótkich, ale wymagających podjazdów. Docieramy tak do miejscowości Buje. Stąd już zaledwie 6 km do granicy ze Słowenią.



Bardzo stromy zjazd do przejścia granicznego, a tam korek na kilometr do odprawy, ale szybko posuwa się naprzód.

Przekraczamy granicę i jedziemy na północ. Droga tragicznie ruchliwa i bardzo niebezpieczna. Zwłaszcza w nocy. Decydujemy się wrócić i odbić na trasę wiodącą bliżej wybrzeża. Będzie więcej kluczenia, ale jednocześnie bardziej bezpiecznie. O północy docieramy do Luciji. Tam przy promenadzie siadamy na chwilę w klimatycznej knajpie przy piwie. Drogie trochę było, ale za to bardzo smakowało.



Po mieście Portorož trochę błądzimy. Zgubiliśmy trasę rowerową, a oznaczenie marne. O tej godzinie zmęczenie jest spore i na jednym ze zjazdów Grzesiu traci równowagę po najechaniu na głębszą studzienkę kanalizacją. Wywraca się na asfalcie przy sporej prędkości i zdziera każdą możliwą część ciała.... czoło, łokcie, ramiona, udo i kostkę...

Szczęście w nieszczęściu skończyło się tylko na obtarciach. Jednak rower trochę ucierpiał i dalsza jazda jest niemożliwa. Grzesiu przemywa i odkaża rany. Rower obejrzymy dokładnie z rana i postaramy się naprawić.

Na noc kładziemy się w parku na ławce. Później w nocy z tego miejsca przeganiają nas załączone zraszacze :D

Statystyki - dzień 7

Piwo x 8, woda 6 litrów.

Galeria - dzień 7:  LINK

cdn...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz