Strony

wtorek, 25 grudnia 2018

Pradziad dzień Świtaka + Serak - 01.11.2018

I co tu ze sobą zrobić gdy trafia się dzień wolny ? Oczywiście wybyć gdzieś w teren ! Jak ja się cieszę, że mam góry tak blisko ! ;)



Kuba wpada na pomysł by zaliczyć wschód słońca na Pradziadzie i ja jestem za tym choć początkowo myślałem o czym innym. Tak się składa, że wschodu na najwyższym szczycie Sudetów Wschodnich nie miałem okazji widzieć od stycznia, więc już dość sporo czasu mineło. Jak na tą porę roku ma być wyjątkowo ciepło, nawet na wysokości ponad 1400 metrów n.p.m. Problemem może być zapowiadany bardzo silny wiatr.

Z dolnego parkingu ruszamy przed północą. Jedziemy nieśpiesznie. Tu w lesie nie czuć tych mocnych podmuchów wiatru, ale ewidentnie bardzo mocno duje. Na Ovcarni planowa sesja foto, dość długa bo i czasu mamy sporo. Spora odległość nas dzieli od wieży nadajnika zlokalizowanego na szczycie, a mimo to bardzo wyraźnie słychać jak gwiżdże tam wiatr.



Nawet się nie obejrzeliśmy jak gdzieś nam wsiąkła godzina czasu. Jedziemy na szczyt. Coraz bardziej odczuwalne są podmuchy wiatru. Jednak tym razem są nam bardzo pomocne bo wieje w plecy. Tak mocno, że czasami nie trzeba kręcić by jechać pod górę !


Kuba jedzie na szczyt się schować, a ja postanawiam koczować w kosodrzewinie ;)



Świt to dla mnie najpiękniejsza pora dnia. Nawet dzisiaj przy w sumie i tak kiepskiej widoczności jaśniejący horyzont jest najciekawszy....



Nie chce mi się nigdzie ruszać bo tu akurat jestem dobrze osłonięty od porywistego wiatru. Jeszcze tylko kilka zdjęć i o wschodzie słońca, który był marniutki udaję się na szczyt. Wiatr tak mocno wieje, że nie jestem w stanie podjechać i z wielkim trudem wpycham rower na szczyt.





Na szczycie Kuba próbuje utrzymać równowagę. Jest też Tobiasz z kolegami, z którym umówiłem się na ten wschód słońca. Dziś jednak nie ma żadnych widoków dalekoobserwacyjnych, ale chłopaki mieli całkiem niezłą zabawę z tym wiatrem. Myślę, że spokojnie podmuchy przekraczały 100 km/h.


Dużo czasu spędzamy w holu wieży na dyskusjach, a potem jeszcze więcej w restauracji przy śniadaniu ;)


W końcu jednak przychodzi pora by się ewakuować ze szczytu. Wiatr jakby odrobinę zelżał, ale zjazd przysparzał niesamowicie dużo problemów. Dopiero od Ovcarni jest lepiej i aż ciekawe, że dziś nie spotkaliśmy żadnego powalonego drzewa !




Przychodzi pora na drugi punkt dzisiejszego wypadu. Przemieszczamy się do miejscowości Bela pod Pradziadem i jedziemy na Serak. Jest niesamowicie ciepło !



Im jesteśmy wyżej tym wiatr ponownie daje o sobie znać. Jednak poza kilkoma konarami na drodze jest całkiem bezpiecznie. Zatrzymujemy się na moment nad Keprnickim potokiem.





Zdobywamy szczyt.



A tam rozczarowanie bo schronisko czynne tylko piątek, sobota i niedziela. A dzisiaj mamy czwartek !



Jednak po pewnym czasie wychodzi gdzieś z kosodrzewiny gościu umorusany błotem i się pyta czy chcemy coś ciepłego. Otwiera nam i nas wpuszcza do środka. Możemy się napić ciepłej herbaty i co najważniejsze piwa !
Siedzimy tak dość długo. Z możliwości schowania się przed wiatrem korzysta również rodzinka z polski. Bo w sumie w Czechach jest dziś normalny dzień, a my mamy dzień ustawowo wolny.

Po kilku piwach pora na zjazd i udanie się do domów. Niestety mimo szczerych chęci nie udało się nam nigdzie znaleźć czynnej knajpy gdzieś moglibyśmy cokolwiek zjeść :/

No i dzień w sumie całkiem udany chociaż czy uda mi się jeszcze zobaczyć z Jesioników szczyty Tatrzańskie ? Już od dwóch lat nie miałem takiej okazji mimo, że bywam w górach bardzo często......

Album:  https://photos.app.goo.gl/L69ygJCx4wjU4H937