Strony

czwartek, 11 kwietnia 2024

Hostyńskie Wierchy - 20.08.2023

 Po ciepłej nocy spędzonej pod wieżą widokową w Blahutovicach szybko wstaję bo chcę zaliczyć wschód słońca na wieży. Na fajerwerki wcale się nie zanosi, ale wystarczy tylko wejść na górę 😉 Wieża bardzo przypadła mi do gustu, a w porannym świetle wygląda całkiem ładnie.



Wschodzi słońce. 

Dziś według prognoz ma być rewelacyjna pogoda i chciałbym wykorzystać ten dzień maksymalnie. Mimo iż dziś w planach w przeważającej mierze trasa będzie górzysta to początek jakbym nie kombinował i tak będzie dość łatwy. Jakoś trzeba do tych górek dotrzeć 😉




Zjeżdżam do nieodległych Teplic nad Bečvou, a tam odbijam w kierunku miasta Bystřice pod Hostýnem. Staram się za bardzo nie zatrzymywać bo więcej czasu pozostanie na jazdę po górkach 😀



Dwa zdjęcia w mieście i od razu rozpoczynam podjazd na Svaty Hostyń.



Widok ogromnych tłumów ludzi stojących na przystanku nie wróży nic dobrego. Zanosi się, że na szczycie będzie jakaś pielgrzymka. Po tym jak mija mnie na podjeździe kilkanaście autokarów jestem już tego pewien....

Wymęczyłem ten podjazd i moim oczom na parkingu pod szczytem ukazuje się widok ogromnej ilości autokarów. Już z dala widzę ogromne tłumy pod bazyliką. Trzeba stąd uciekać szybko.....

Svatý Hostýn to bardzo znane miejsce pielgrzymkowe w Republice Czeskiej. Jedno z najczęściej odwiedzanych w kraju, a już na pewno na Morawach. Ta monumentalna barokowa świątynia została poświęcona Wniebowzięciu NMP.

Wizerunek patronki trzymający dzieciątko Jezus nad wejściem głównym nawiązuje do legendy, która mówi, że skryli się tu okoliczni mieszkańcy przed Tatarami. Maria Panna ponoć ściągnęła burzę z błyskawicami, która zniszczyła obóz tatarski. Stąd w prawej ręce błyskawice. Ciekawostką jest, że to mozaika składająca się z około 260 tyś. drobnych , kolorowych kamyczków.



Na szczęście okazało się że niemal wszyscy przybyli tu na nabożeństwo i skupili się wokół bazyliki. Wystarczyło tylko, że odjechałem w okolice drugiego, wyższego wierzchołka szczytu i nie było już ludzi. Jest na tyle spokojnie, że mogłem polatać dronem 😊




Dookoła rozległej polany znajduje się ciekawa droga krzyżowa. 13 kapliczek zaprojektował nie kto inny jak sam Dušan Samo Jurkovič . 






Na wyższym wierzchołku stoi 15 metrowa wieża widokowa z 1897 roku.



Ze szczytu zjeżdżam tak jak wjeżdżałem, ale na przedmieściach odbijam na szlak żółty. Skracam sobie w ten sposób trochę trasę do drogi wiodącej na przełęcz, z której to mam zamiar zaatakować najwyższy szczyt pasma 😉


Kelčský Javorník (865 m) postanawiam zdobyć szlakiem żółtym. Nie jest to najłatwiejszy wariant bo w wielu miejsca trzeba wprowadzać rower. Nie jest też widokowo bo wszystko niemal w całości porośnięte lasem.




Javornik zdobywam nieprzypadkowo. W 2015 roku postawiono tu 35 metrową wieżę widokową, a ja uwielbiam takie obiekty 😀






Wstęp na wieżę jest darmowy, choć na dole jest skarbonka gdzie można wrzucić dobrowolnie jakiś datek. 
Wieża jest dość smukła. Wykonana ze stali oraz drewna modrzewiowego. Niestety dość mocno się buja podczas silniejszego wiatru. Widoki z ciasnego tarasu widokowego są naprawdę świetne. W kierunku wschodnim i południowym dominują pasma górskie Czech i Słowacji. Na północ widoczne rozległe równiny Hany. Oczywiście przy lepszych warunkach na horyzoncie powinny się pokazać Jesioniki 😉






To było takie małe przetarcie i poznanie terenu. Chcę w przyszłości odwiedzić szczyt polując stąd na bardzo odległe Alpy. Oczywiście tajemnicą nie jest, że trzy miesiące później byłem tu ponownie i taka obserwacja mi się udała 💪😊
A link do tego jest TUTAJ 

Tuż obok stoi pomniczek poświęcony tragicznemu wypadkowi samolotu, któremu uległ tutaj 25 kwietnia 1961 roku. Zginęło wówczas pięć osób.


Zjeżdżam na dół do miejscowości Rajnochovice. Tam nabieram orzeźwiające wody w obfitym źródełku i jadę dalej w kierunku Kunovic.





Stamtąd już w kierunku wschodnim na Branky.



Stoją tam w niedużej od siebie odległości dwa niewielkie pałace. Stary i nowy. Ten stary i tak lepiej wygląda bo to siedziba urzędu miejskiego. Ten młodszy jest odrobinę zaniedbany.



Przede mną bardzo fajny etap do jazdy na rowerze. W przeważającej mierze będę się poruszać po świetnych ścieżkach rowerowych. Ale najpierw po jednej takiej docieram do miasta Valašské Meziříčí


Na samym początku zatrzymuję się przy zabytkowym kościele Świętej Trójcy. Jest to kamienno-drewniana świątynia pochodząca z XVI wieku.



Postanawiam jeszcze chwilkę pokręcić się po centrum miasta bo trochę czasu na to jest 😉

Miasto nazywane czasami Wołoskimi Atenami jest swoistą bramą w Beskidy. W historycznym centrum znajdują się dwa pałace. Tym najbardziej znanym i wartościowym zabytkiem miasta to pałac Żerotinów, którzy władali miastem przez około 250 lat. A tak naprawdę został on wybudowany przez ród Pernstejnów. 




Obok stoi renesansowy obiekt, który w przeszłości był częścią pałacowej ujeżdżalni, a następnie kaplicą więzienia dla kobiet. Korzystano z niego również jak z magazynu. Groziło obiektowi całkowite wyburzenie. Na szczęście został on uratowany i obecnie siedzibę w środku ma galeria sztuki czeskiej.


Sporych rozmiarów rynek jest w całości wybrukowany. Niewiele tu zieleni. W upalne dni musi tu konkretnie prażyć słońce 😉




Poza wyżej wymienionym pałacem Żerotinów jest jeszcze jeden. Prosty w swojej formie pałac Kińskich jest efektem przebudowy w 1854 roku w stylu empire. Obok stoi niewielki renesansowy kościół św. Jakuba.



Idąc do pałacu Kińskich można natrafić na na niewielkie tabliczki upamiętniające kobiety, które tu mieszkały, a w 1942 roku zostały deportowane i zamordowane w Treblince. Należy uważnie patrzeć pod nogi bo łatwo tabliczkę przeoczyć !




Opuszczając miasto pozostaje mi tylko dotrzeć na przedmieścia Hranic gdzie pozostawiłem samochód. Na drogę powrotną wybrałem trasę rowerową wzdłuż rzeki Beczwa. W wielu odcinkach jest ona rewelacyjną ścieżką rowerową.







Trasa jest bardzo szybka bo niemal płaska. Bardzo wielu rowerzystów spotykam po drodze. Ustawiono nawet budkę z piwem i czymś na ząb. Miejsce bardzo oblegane bo krzyżują się tam trasy rowerowe. Na potrzeby trasy rowerowej wybudowano tu most przez rzekę.


I w ten sposób z dużym zapasem czasowym docieram na parking. Dzięki temu w domu jestem o wyjątkowo wczesnej porze 😀 A dystans, który udało mi się zrobić to niespełna 110 kilometrów, więc całkiem przyzwoicie jak na dość sporą sumę podjazdów w ciągu dnia 💪😀


1 komentarz: