Zbliża się połowa marca, a jak na razie nie byłem w stanie przejechać rowerem dystansu 100 kilometrów. Nie to, że nie dałbym rady..., po prostu zawsze było coś innego w planach, a to jakiś wypad w góry na wschód słońca, a to jakaś impreza turystyczna itp. Gdy miałem jakiś niezaplanowany weekendy to z kolei pogoda nie za bardzo chciała współpracować ;)
Postanawiam, więc dla rozkręcenia się wyskoczyć na "cypel osobłoski". Ze dwa lata mnie tam nie było. Co prawda zjeżdżoną mam tam niemal każdą ścieżkę, ale odkąd jest dron to pojawiły się też nowe możliwości/perspektywy. Dlatego też uznałem, że warto wracać w miejsca sobie już znane :)