Strony

czwartek, 17 września 2026

Cisowa skała, Czarny Dunajec - 12.09.2025

 Ostatnia wycieczka rowerowa w ramach drugiej części urlopu 2025 ....

Pomysłów było wiele, a już tylko jeden dzień do dyspozycji i to niestety nie od samego rana. 

Jeszcze przed startem postanowiłem wzbić się nad Szczawnicę dronem bo okolica jest we mgle. Dobrze przypuszczałem bo Pieniny wystają ponad tą mgłą, a widoki są bardzo ładne.






Startuję około dziesiątej z parkingu przy przełomie Białki w Nowej Białej. Wybieram szlak koloru zielonego przebiegającego w bezpośredniej bliskości Cisowej Skały. Postanowiłem się tam wspiąć bo ponoć to genialny punkt widokowy 😉




Pagórek może i niewysoki, ale widoki z niego są pierwsza klasa. Oczywiście dominuje widok na Tatry.











Kawałek dalej w Gronkowie odbijam na szlak koloru czerwonego i zaczynam mozolny podjazd w terenie na Bukowinę Tatrzańską. Po drodze przejeżdżam przez kilka szczytów zlokalizowanych w grzbiecie Wysokiego Wierchu.






Gdzieniegdzie można spotkać jeszcze klasyczne stogi siana. Chociaż to coraz rzadszy widok 😉



Pogoda mnie zaczyna straszyć. Gdzieś tam od zachodu zaczynają nadciągać ciężkie, ołowiane chmury. Na pewno będzie z nich padać. Pytanie tylko czy zdążę uciec przed deszczem ? 😋



Pogoda jeszcze mnie oszczędza, ale jazda po mokrym i błotnistym terenie nie zalicza się do przyjemnych. 
Przejeżdżam przez Gliczarów Górny i zjeżdżam do doliny Białego Dunajca.





Jadę trochę w dół wzdłuż rzeki i w Szaflarach odbijam na Zaskale. Tam odbijam na Czarny Dunajec. Teraz będę jechać po ścieżce rowerowej utworzonej na dawnej linii kolejowej. Nie ukrywam, że takie trasy bardzo mi się podobają, a ta należy do moich ulubionych 😊 








Zapędziłem się trochę dalej bo do miejscowości Podczerwone. Niestety pogoda robi się coraz bardziej deszczowa. Widać, że tym razem już nie uda mi się uciec. Wracam na czarny Dunajec w ostatniej chwili. Zaczyna lać dość mocno przez kilkanaście minut. Wystarczyło to bym zjadł hamburgera w centrum..... 😉



Gdy tylko deszcz ustaje ruszam dalej. Nie na długo bo znowu zaczyna padać. Po trasie rowerowej jadę na Odrowąż i dalej na Pieniążkowice. Fajna trasa w terenie. Musiałem tylko przeczekać kilka minut pod skąpą wiatką, która tak nie do końca dawała mi schronienie przed deszczem. Jednak dobre i to.





Przestaje padać i robi się nawet przyjemna pogoda. Tylko jest już odrobinę późno, a do samochodu mam kawał drogi.




Jadę przez Ludźmierz i Nowy Targ gdzie odbijam na Gronków.






 Z Gronkowa to już przysłowiowy "rzut beretem" do Nowej Białej i parkingu przy przełomie Białki.


Kilometrów może i nie dużo wpadło, ale za to trasa konkretna i ze sporą sumą podjazdów. Jestem zadowolony !


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz