Strony

piątek, 18 stycznia 2019

Bieszczadzki Sylwester i Nowy Rok - 31.12.2018 - 01.01.2019

Ostatniej nocy starego roku staramy się oszczędzać. Takie w każdym bądź razie mieliśmy zamiary. Nie wszystkim się to udało i np. w moim przypadku impreza skończyła się około drugiej w nocy ;)

Na ostatni dzień roku plan jest taki, że postaramy się ponownie dostać do Wetliny. Tym razem jedziemy jednak innym samochodem i inna osoba też jest za kółkiem. Nie jedziemy też najkrótszą znaną nam trasą do Brzegów Górnych tylko przez Ustrzyki Górne ponieważ samochód mógłby nie dać rady w coraz większych koleinach rozjeżdżonego śniegu na drodze.

Na przełęcz Wyżniańską udało się podjechać, więc byliśmy pełni nadziei, że i na Wyżną się uda. No i udało się ! Co prawda trochę było ciężko ale udało się. W sumie zjazd do Wetliny był bardziej trudny. Jakiś młody z WOPu szedł pieszo pod górę i informował żeby puszczać tych co podjeżdżają z dołu bo mają spore problemy. Na dole stoi kilkanaście samochodów oczekujących aż Straż graniczna ich puści pod górę.



Docieramy w okolice początku szlaku żółtego. Dzisiaj decydujemy się zdobyć tylko i aż Smerek. Mało ambitne ale trzeba wziąć pod uwagę panujące trudne warunki tam u góry na grani.

Rozpoczynamy podejście. Początek przez miejscowość.


Następnie przez otwartą przestrzeń. Pada śnieg, a widoczność może 300 metrów.



Docieramy do granic Parku Narodowego. Od tego miejsca wędrujemy już po przyjemnie wydeptanej ścieżce osłonięci drzewami od wiatru.




Mijamy dość sporo turystów na szlaku. Nie tak wielu jak dzień wcześniej na szlaku do Chatki Puchatka i zdecydowanie bardziej przygotowanych na turystykę górską. Dziś podobna sceneria jak wczoraj. Jednak pogoda gorsza bo wczoraj jeszcze coś tam było widać do pewnej wysokości.




Opuszczamy las i wychodzimy na połoniny. Widoczność od razu spada do przysłowiowego zera. Wchodzimy na Przełęcz Orłowicza gdzie łączą się szlaki.




Podążamy granią na szczyt Smerek 1222 m. Mijamy się z kilkoma ratownikami górskimi na nartach. Turystów też wielu. Szkoda tylko tej beznadziejnej pogody. Widoczność żadna, a wiatr osiąga bardzo dużą siłę.



Docieramy na szczyt. Tam tylko kilka fotek i robimy odwrót bo wiatr wieje tak mocno, że ciężko jest się nam komunikować !




Po zejściu z przełęczy wychodzimy również z mgły, a wiatr momentalnie ucicha. Z góry postanawiamy sobie zbiec ale tylko we dwójkę ;) No i oczywiście nie całość tylko tam gdzie było to bezpieczne. Dość szybko docieramy do Wetliny.



Tym razem idziemy trochę inaczej bo przez miejscowość. Przy głównej drodze wstępujemy do knajpy by coś przekąsić. Na stolik oczekujemy w kolejce dobre pół godziny, a jak już usiedliśmy to dostajemy info, że nic poza zupą nie dostaniemy. Czasu mamy tylko pół godziny bo wszystkie stoliki na 15 zarezerwowane :/


Na dziś mamy jeszcze jeden cel tj. odwiedzić sławetną Bazę Ludzi z Mgły. Niesamowita atmosfera panuje wewnątrz. Lekko przygaszone światła, mili ludzie, a na półkach całkiem spory wybór piw z Polski, Czech oraz Słowacji.




Wpadamy do miejskiego sklepiku po spore zaopatrzenie. W środku siedzi miejscowy, który pije piwo i ogląda serial w tv o miejscowych :D


W drodze powrotnej czeka nas trochę męczarni na podjeździe na przełęcz. W pewnym momencie samochód staje i trzeba wysiąść popchać. Zatrzymuje się jakiś samochód i wysypują się ludzie by nam pomóc, ale właśnie w tym momencie udaje się wypchać fure. Dopiero nad ranem okazało się, że tym samochodem jechały nasze współlokatorki z agro :p

A Nowy Rok postanawiamy spędzić przy ognisku pod wiatą. Trochę przeszkadza padający mokry śnieg, ale przy ognisku pod wiatą jest całkiem przyjemnie :)






Później oczywiście przenosimy się do środka. Siedzę z Markiem do trzeciej albo trochę dłużej. Kładziemy się spać, ale wydawało mi się że minęła zaledwie chwila jak jesteśmy obudzeni przez koleżanki, które właśnie wróciły z zabawy sylwestrowej. No to mamy pospane...., zdaje się mówić mina Kuby ;)


Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. O świcie okazuje się, że jest bezchmurne niebo ! No nie może być ! Szybka decyzja pakuję się i uderzam na Otryt !



Trochę żałuję że nie zobaczyłem jaka jest pogoda trochę wcześniej. Jednak i tak powinienem podziękować dziewczynom bo dzięki nim wybrałem się na szlak w noworoczny poranek :)

Początek to trochę asfalting przez miejscowość i tak z "centrum" odbijam w kierunku pasma Otrytu. Dobrze zdaję sobie sprawę iż mam małe szanse by dotrzeć gdzieś na górę na wschód słońca. Bo ani nie znam trasy ani też nie wiem jakie aktualnie panują tam warunki. Okazuje się że do góry wiedzie ładnie wydeptana ścieżka.



Nie wiem ile przed dotarciem na szczyt wstaje słońce. Teraz to i tak mi wszystko jedno bo sceneria przy takiej aurze jest niesamowita ! Na to właśnie czekałem !






Po kilkunastu minutach docieram pod Chatę Socjologa. W koło cisza...  no ale komu by się chciało wstawać o tak wczesnej godzinie nowego roku ;)

Kilka fotek z okolicy chatki.






I podchodzę na polanę niedaleko. Jest stamtąd bardzo dobry widok na Połoninę Wetlińską. Oczywiście o ile są warunki do tego. Połonina spowita w chmurach, ale w sumie nie mam na co narzekać. Ładuję "akumulatory" w promieniach słonecznych.






Wypuszczam Juniora na podniebny spacer. Szkoda, że nie pomyślałem by podładować akumulator no ale kto by o tym myślał jak pogoda była do bani, a prognozy wcale nie lepsze ? W każdym bądź razie musiałem zadowolić się i wykorzystać 30 % energii którą mam do dyspozycji.








No dobra, dobra. Ja muszę przecież coś zrobić z czasem, którym dysponuję. Planowy wyjazd mamy około pierwszej popołudniu. Postanawiam zrobić sobie spacer grzbietem pasma Otrytu. W lesie piękna sceneria, a kawałek dalej trafiam na kolejną polanę widokową.



Tylko, że wędrówka szlakiem niebieskim nie należy do najłatwiejszych. Zalega tu sporo śniegu i mimo iż jakiś czas temu przejechała tędy jakaś terenówka to i tak zapadam się po kolana.



Przez pewien czas wędruję w towarzystwie jednego chłopaczka, który postanowił zażyć świeżego powietrza po nocnej imprezie.

Docieram do skrzyżowania gdzie odchodzi droga dojazdowa ze Smolnika. Kończą się koleiny które zrobiła terenówka i teraz stąpa się jeszcze trudniej. A ja zdaję sobie sprawę, że jestem w czarnej dupie i ubywa mi czasu. W pewnym momencie widzę ślady pozostawione przez jakiegoś młodego niedźwiedzia i adrenalina wzrasta. I nie ze strachu tylko z podekscytowania bo może akurat gdzieś pomiędzy drzewami uda się dojrzeć tego największego drapieżnika występującego w naszym kraju ;)




No ale na śladach się skończyło. Ale musiały być naprawdę świeże bo jeszcze nad ranem padał śnieg ;)
Teraz mam na głowie jak tu zejść na dół. Mapa w telefonie jest kiepska jeżeli chodzi o te tereny. Postanawiam zejść na przysłowiową strzałę ;) Oj niezły hardkorowy sobie zrobiłem maraton. Nie dość, że stromo to jeszcze musiałem pokonać kilka strumieni. Udało mi się nawet do jednego wpaść :D




Przemoczony powyżej kolan docieram do bardziej cywilizowanych okolic. Trafiam na kilka retort służących do wypalania węgla drzewnego.


I ponownie trafiam na ślady niedźwiedzia. Schodził do miejscowości tak jak ja. Mijam kolejne  retorty.





Po śladach niedźwiedzia docieram do drogi asfaltowej. Tam zapewne skonsternowany odbił w kierunku lasu i wspiął się po stromym zboczu. Wszystko to miało miejsce kilkaset metrów od miejsca gdzie paliliśmy wieczorem ognisko ! 





Po kilkunastu minutach ze sporym zapasem czasu, ale nieźle zniszczony trasą i nieprzespaną nocą melduję się na agro. Czy warto było ? I to jak ! Jestem niesamowicie zadowolony z dzisiejszego dnia, który był taką wisienką na torcie całego tego zajebistego wypadu !

A tak swoją drogą  już wówczas postanowiliśmy, że w lutym wracamy w Bieszczady !

Galeria foto: https://photos.app.goo.gl/2tBAHNfF2Rsu8bFz8


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz