Strony

środa, 2 czerwca 2021

Jura Krakowsko-Częstochowska - 10-11.04.2021

Na ten weekend było kilka pomysłów. To gdzie pojedziemy zależało przede wszystkim od pogody. Ta niestety ostatnio nie za bardzo sprzyja. Przede wszystkim jest chłodno..., czasami wręcz bardzo chłodno, a w górach ciągle mamy świeże dostawy śniegu.

Koniec końców wybieramy Szlak Orlich Gniazd. Szlak ten już przejechałem rowerem jakieś osiem lat temu, więc uznałem że najwyższa pora powtórzyć ten wyczyn 😉 O ile poprzednio cała trasa od przysłowiowego "od A do Z" pokonana rowerem to tym razem na miejsce z rowerami docieramy samochodem. Za punkt startowy obieramy Olsztyn... ten Olsztyn pod Częstochową. Początkowo chciałem wystartować prosto z Częstochowy, ale widząc jak późno się zrobiło następuje skrócenie dzisiejszej trasy. Zresztą nie jedyne. Cały ten wypad był ciągłym skracaniem i modyfikacją trasy i tak po prawdzie wyszła tylko fajna wycieczka rowerowa bo tego co zakładałem nie dało się po prostu zrobić 😌

Jeżeli chodzi o sam szlak Orlich Gniazd to jest to wyznaczona trasa piesza oraz jej rowerowy odpowiednik przez dwa województwa tj. śląskie oraz małopolskie. Łączy on Częstochowę z Krakowem poprzez większość jurajskich zamków oraz warowni. Piesza opcja szlaku wynosi przeszło 163 kilometry natomiast rowerowa to 190 kilometrów.

Jak już wspomniałem startujemy z Olsztyna. Od razu mamy duże opóźnienie. Widząc jak to nam idzie już zaczynam wykreślać punkty, które chciałem odwiedzić na trasie......

Zamek w Olsztynie wybudowano na wapiennych skałach już w drugiej połowie XIII wieku, jako jeden z elementów systemu obronnego Małopolski od strony Śląska. Za Kazimierza Wielkiego warownie znacznie rozbudowano. Katastrofalny dla warowni okazał się potop szwedzki. Po tym czasie obiekt nie wrócił już do swojej świetności i popadał już tylko w coraz większą ruinę....

Wraz z Kubą nabieramy siły przed startem w dzisiejszą trasę. Wykorzystuję ten czas i biegam z aparatem po okolicy. 



Na pierwszym planie kościół Jana Chrzciciela w Olsztynie, a w dali zabudowania Częstochowy.

 


 Ładnie widoczny jest również klasztor na Jasnej Górze.


Oczywiście jako posiadacz drona nie omieszkałem skorzystać z możliwości utrwalenia na zdjęciu obiektu z powietrza 😜



I w końcu późno bo późno, ale ruszamy w drogę. Za znakami trasy rowerowej docieramy do Zrębic. gdzie na chwilę zatrzymujemy się pod tamtejszym drewnianym kościołem św. Idziego.



Nie będziemy się sztywno trzymać oznakowań trasy rowerowej dlatego już na samum początku uciekamy na pieszy szlak Warowni Jurajskich do Suliszowic, a następnie do jaskini Ostrężnickiej.



Kolejnym etapem jest przejazd do Żarek. Tam po wcześniejszych zakupach spożywamy co nieco nad stawem niedaleko centrum.



Wskakujemy na ścieżkę rowerową wiodącą w kierunku Mirowa. Oj zawitała tu komercja i to bardzo. Kiedyś spokojnie można było pokonać pieszy szlak łączący Mirów z Bobolicami. Teraz mogą dokonać tego osoby, które uiszczą opłatę za wstęp. My się do tej elity nie zaliczamy, więc pozostaje mi podlecieć dronem.....



Wśród bardzo dużego tłumu turystów udajemy się do wcześniej wspomnianych Bobolic. Zdarzył się jakiś wypadek i jest blokada drogi. Rowerzysta wyrżnął głową o asfalt po najechaniu na sporą nierówność. Służby oczekują śmigłowca LPR. Byliśmy ostatnimi osobami, które zostały przepuszczone.

Nadlatuje śmigłowiec. Wykonuje jedną pętlę dookoła zamku i siada.... My już tego nie widzimy. Robimy kilka zdjęć zamku w Bobolicach i jedziemy dalej.




Przez Zdów jedziemy pod Górę Zborów. Robimy sobie pół godzinki odpoczynku. Tu turystów również wielu bo i miejsce bardzo popularne.



Już od samego początku chciałem podjechać do źródeł rzeki Warty. W tym celu odbijamy do miejscowości Kromołów. Po drodze jeszcze zamek Bąkowiec.


Kromołów był dawniej miastem. Obecnie jest częścią Zawiercia. To tutaj właśnie znajdują się w kaplicy św. Jana Nepomucena źródła rzeki Warta.  Jest to trzecia pod względem długości rzeka Polski, druga w pełni w jej granicach.






 Czasu do jazdy rowerem jeszcze sporo, a mimo to uległem namowom by zakończyć dzień w Podzamczu pod ruinami tamtejszego zamku Ogrodzieniec......




Zamek został wybudowany w XIV–XV w. przez ród Włodków Sulimczyków na najwyższym wzniesieniu jury Krakowsko-Częstochowskiej, Górze Zamkowej(Janowskiego) 515 m n.p.m.




Jest tu miejsce na ognisko oraz wiata. Pieczemy przed snem kiełbaski na ogniu i rozbijamy się na noc. Jednak miejscówka kiepska. Wręcz bardzo kiepska.... Nie wiem co mnie pokusiło by się rozbić na noc w tak popularnym miejscu. Pół nocy byliśmy niepokojeni przez różnych podejrzliwych gości.... Nigdy więcej w takim miejscu się nie rozbiję 😔 



 


Ja to jeszcze coś pospałem, ale Kuba ponoć tylko trochę nad ranem bo całą noc czuwał.....


Z rana robię obchód okolicy. Pogoda znacznie lepsza jak dzień wcześniej. 







Zanim ruszymy w drogę powrotną(niestety) jest już bardzo późna godzina. Znowu od samego rana muszę kombinować z trasą by dotrzeć do samochodu na 18stą.....

Ruszamy w trasę. Na początek terenem, ale potem już asfaltem do Smolenia. Pauza na drugie śniadanie. Podlatuję Juniorem pod ruiny tamtejszego zamku.






Teraz szybki i przyjemny zjazd do Pilicy. To niewielkie miasteczko uzyskało ponownie prawa miejskie w roku 1994. Rynek dość rozległy, ale schludny. Mi tam się podoba 😀 




Jedziemy dalej.... Z miejscowości Biskupice odbijamy na Gulzów i dalej na Mokrus. 



Praktycznie aż do Kroczyc nigdzie się nie zatrzymujemy przez co nadrabiamy sporo dystansu.



Robimy ostatnie dzisiaj zakupy w "Żabce" . Ja w między czasie podchodzę na przystanek bo moją uwagę zwróciły skamieniałości wykorzystane jako budulec. 




Teraz już główną drogą do Podlesic. Mijamy ponownie Górę Zborów i odbijamy na Hucisko. Szlakiem Zamków docieramy ponownie do Bobolic. Pogoda się znacznie zepsuła. Co prawda nie pada, ale zaczyna nieźle wiać !



Przez Łutowiec jedziemy na Moczydło.....



W miejscowości Trzebniów jeden piesek nie był zadowolony z faktu, że się jemu zdjęcia robi 😆




A my ponownie odwiedzamy Ostrężnik. Jednak tym razem odbijamy w kierunku w prawo zarąbistym odcinkiem przez las. Przez Siedlec i Krasawę do Zrębic. Jedyne miejsce gdzie przystanąłem to "Brama Twardowskiego"


Ze Zrębic już szybciutko przez rezerwat "Sokole Góry" do punktu startu czyli do Olsztyna.




Jesteśmy godzinę przed czasem....

Ogólnie wycieczka fajna, ale jak dla mnie to pozostał spory niedosyt. Liczyłem na znacznie więcej kilometrów pokonanych, a tu nawet 150ciu nie udało się osiągnąć..... Bądź co bądź jeszcze tu w przyszłości wrócę. Bo zawsze warto wracać w znane i lubiane miejsca 💪😀

3 komentarze:

  1. Ogrodzieniec (czyli Zamek w Podzamczu dokładnie), to takie Jurajskie Krupówki, a Mirów i Bobolice do jurajski disneyland. Komercha straszna, tłumy ludzi i najgorsze, że tandeta. Szkoda szczególnie zamka w Podzamczu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że "tandeta", wiem że "disneyland" dlatego zwiedzane "zza" ogrodzenia wszystko :D Choć większość w przeszłości zwiedziłem płacąc za wstęp, ale jeszcze wszędobylskiej komerchy nie było ;)

      Usuń
  2. Miałem w tym rejonie pojawić się na majówkę w tym roku, ale jak zobaczyłem przewidywane duże deszcze, to odpuściłem. Więc rejon u mnie ciągle czeka na poznanie.

    Fajne te wieczorne zdjęcia ruinami.

    OdpowiedzUsuń