Strony

sobota, 13 stycznia 2018

Rowerowe Karkonosze - 14-15.10.2017

W nadrabianiu zaległości na blogu w końcu przyszła pora na relację z rowerowego wypadu w jesienne Karkonosze ;)



Zapowiadają całkiem ładny weekend, więc naszym celem jest jakiś wschodzik słońca wysoko w górach. Mam swoje cele dlatego też Kuba przystaje na moją propozycję. Planowo mieliśmy wystartować z przełęczy Okraj jednak jak nazłość chwilę przed nami z parkingu na rozdrożu pod Sulicą wjeżdżał autokar i jego kierowca zrobił to tak niefortunnie, że wpadł do rowu tyłem i się zawiesił.



Wbijamy więc na parking i zajmujemy jedno z pierwszych wolnych miejsc. Z czasem parking się zapełni. My spokojnie wypakowujemy nasze rowery i przygotowujemy je do jazdy. Ruszamy na przełęcz, na którą mamy niecałe 2,5 km. Mijamy bardzo wiele osób podążających na górę. Podobnie jak my pozostawili swoje samochody na parkingu i zdecydowały się pokonać resztę trasy pieszo.

Po czeskiej stronie wszystkie miejsca parkingowe są już zajęte. Robimy kilka zdjęć i jedziemy dalej.



Zjeżdżamy do Malej Upy trasą rowerową. Ciągle się zatrzymujemy bo jesienne widoki są warte by je uwiecznić.





Zjeżdżamy do głównej drogi. Na rozdrożu "Spálený Mlýn" odbijamy na Pec pod Śnieżką.



W Pecu jeden wielki plac budowy. Przy głównej drodze powstaje kilka nowych molochów. Betoniarki kursują jedna za drugą. Jedno jest pewne..., dominantą miejscowości pozostanie charakterystyczny hotel ;)



Teraz trasą rowerową K1A do chaty Vyrovka. Pogoda siada. Pniemy się ostro pod górę.

Od chaty odbijamy na Lucni Boude. Osiągamy najwyższy punkt w Karkonoszach gdzie można wjechać rowerem. Kapliczka poświęcona ofiarom gór stoi na wysokości 1509 m n.p.m.




Wielu turystów się tutaj kręci. Pogoda też zaczyna się poprawiać. Zostawiamy rowery przy jednym z najwyżej położonych bunkrów w Republice Czeskiej i idziemy na Lucni horę na zachód słońca.



Widoki mamy rewelacyjne, palec ciągle szuka spustu migawki na aparacie...





Na Śnieżkę ciągną tłumy na zachód słońca. Są nieświadomi, że niedane im będzie zobaczyć tego spektaklu w przeciwieństwie do nas ;)


Nowa dla mnie perspektywa, więc i nowe kadry. Fajnie wyglądała wyłaniająca się z chmur wieża na Cernej horze.




Tuż przed zachodem słońca nadciągają chmury i przykrywają Śnieżkę. Bardzo ciekawie to wyglądało z naszej perspektywy. Odmiennego zdania były raczej osoby znajdujące się obecnie tam na szczycie ;)




Co prawda samo słońce chowa się za chmury, a nie za horyzont ale i tak było fajnie. Później jeszcze siedzimy dość długo i podziwiamy przewalające się chmury.





Schodzimy do bunkra. Dłuższa sesja foto....



... i uderzamy do chaty na kolację. Chcieliśmy się kimnąć kilka godzin gdzieś w kącie, ale zostaliśmy kulturalnie wyproszeni ofertą 880 koron za nocleg :)


Wracany w okolice kapliczki. Ja zalegam gdzieś w kosówce, a Kuba wybiera bunkier. Raczej nie był usatysfakcjonowany tym noclegiem :D
Długo przed wschodem słońca zbieram się na nieodległy szczyt Studniční hora. Na dzisiejszy wschód ten szczyt wybrało jeszcze kilka innych osób o czym świadczyły widoczne w dali światła czołówek. Kilka osób udaje mi się wyprzedzić, zamieniam z nimi kilka zdań i każdy zajmuje pozycje i rozstawia sprzęt.





Spektakularnej widoczności się nie spodziewałem, więc miłym dla mnie zaskoczeniem był widok Sudetów Wschodnich z Pradziadem.


Inne widoki też były ok...



Samego wschodu słońca jednak nie było bo horyzont w tamtym kierunku zasnuty cienką warstwą chmur. Dopiero gdy słońce wychyliło się zza chmur to świat nabrał kolorów, jesiennych kolorów...






Odniosłem wrażenie, że na Studnicnej jest więcej osób niż na Królowej Sudetów ;)


Powoli trzeba się zbierać. Podążam ładnie wydeptaną ścieżką. Nie śpieszy mi się.



O ile w nocy ja wyprzedałem ludzi to teraz inni mnie wyprzedzają. Szkoda przejść obojętnie obok takich widoków...





Jeden z tych, z którymi rozmawiałem w nocy wyprzedza mnie i podsuwa pod nos swoją legitymację KRNAPu . Oświadcza "prosiłbym ciebie abyś już wrócił na szlak turystyczny". Trzeba zaznaczyć, że na szczyt ten nie wiedzie szlak i wejście tam jest naruszeniem regulaminu parku narodowego ;)



Wracam do oczekującego mnie Kuby. Musimy też chwilę jeszcze odczekać przed dalszą drogą bo jak mówił strażnik parku narodowego można jeździć rowerem tą drogą ale dopiero po godzinie dziewiątej ;P

Nasz dzisiejszy cel to przełęcz karkonoska. Chcemy tam wjechać od strony czeskiej. Zjeżdżamy więc do Vrchlabí. Niżej dużo kolorów jesieni.





Przejazd do Špindlerovego Mlýna to nuda po głównej drodze. Ciekawiej jest dopiero od zapory na Łabie. Została ona wybudowana w latach 1910-1916, a jej wysokość wynosi 41 metrów.




Teraz pozostało nam kilka ładnych kilometrów na przełęcz.




Po czeskiej stronie kilka czterogwiazdkowych hoteli, a po polskiej stronie tylko jeden obiekt - schronisko Odrodzenie. Bardzo klimatyczne zresztą. Wpadamy do Odrodzenia na obiad.





Po obiedzie nie mamy już zbyt wiele czasu na jazdę. Powoli trzeba myśleć o powrocie na Okraj gdzie pozostał samochód. Zjeżdżamy z przełęczy karkonoskiej bardzo stromą i niesamowicie dziurawą drogą asfaltową po polskiej stronie.



Z Borowic odbijamy na Karpacz.



Karpacz stoi w korku. Rowerem nie mamy problemów z przeciśnięciem się ;)


Następnie przez Kowary zdobywamy podjazd na Okraj w ostatnich promieniach słońca.




Pod względem dystansu nie było jakiejś rewelacji, ale też nie miała to być długa wycieczka, miało być widokowo i właśnie tak było !

Tradycja nakazuje podać linka do albumu ze zdjęciami co też czynię:

https://photos.app.goo.gl/YKiWziAvmYW1uVrp1

4 komentarze:

  1. Trochę powspominałam sobie przy okazji czytania relacji moją wiosenną Karkonoską Diagonalę... Wymęczyłam ten podjazd do Vyrovki, a z podjazdów to ja jestem dętka :P A zdjęcia Śnieżki przepiękne... Naprawdę coś w sobie magicznego mają... Trafiłeś na bardzo ciekawe warunki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo miejsce nie gwarantuje udanego zdjęcia. W fotografii tak to jest, że trzeba mieć odrobinę szczęścia do warunków. Tym razem to szczęście mi dopisało :)

      Usuń
  2. Ciekawe czemu drogą można zjeżdżać dopiero po 9? Było to gdzieś napisane, czy wszyscy powinni to wiedzieć? :P A co z bunkrem było nie tak na nocleg?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też nigdzie nie nalazłem informacji na temat godzin, w których można jeździć tą drogą do Luci Boudy. Tak oświadczył nam strażnik KRNAPu, a ja nie chciałem już w to wnikać.

      Bunkier pełny kamieni i niewygodnie się na nich ponoć spało. Kamienie wrzucone prawdopodobnie przez innych nocujący bo po roztopach wewnątrz stoi woda, a dzięki kamieniom dupa jest sucha ;)

      Usuń