Strony

niedziela, 1 lutego 2026

Eurotrip 2025 - Dzień 6 - 24.07.2025 - Wciąż na południe...

 Po spokojnej nocy nastaje pogodny dzień. Fajna miejscówka z ładnym widokiem na wschód słońca. To już kolejna podczas tej wyprawy 😀

Dzisiaj nie korzystałem z płachty biwakowej. Noc była na tyle ciepła, a ja znajdowałem się na tyle wysoko, że nie osiadała rosa. Okazało się też, że w pobliżu znajduje się bacówka bo o świcie było słychać owce. Ostatecznie to ze snu wybudziły mnie dwa spacerujące po pastwisku psy. Przeszły kilka metrów obok mnie, a ja wystraszony czekałem z gazem w ręku. Psy tylko zaszczekały i poszły dalej. Taka to właśnie psia natura.... Będą za tobą goniły gdy jedziesz rowerem bo to "potencjalna ofiara".





Zjadam na szybko jakieś skąpe śniadanie i analizuję gdzie tu dalej jechać. Nie chcę powtarzać jakiegokolwiek odcinka, który już kiedyś przejechałem, ale mogą się trafiać miejscowości, które w przeszłości odwiedziłem. Dzisiaj wychodzi mi na to, że wszystko będzie dla mnie nowe bo raczej do Sighisoary dzisiaj nie dam rady dotrzeć mając na uwadze moją aktualną formę. Po nocach też jakoś nie mam ochoty kręcić 😋
Ruszam....Plan był taki, że zjeżdżam do miejscowości Domnesti.




Na zjeździe gonią za mną jakieś dwa duże psy pasterskie, które wyleciały z jakiegoś dużego gospodarstwa. 
Niestety na dole okazało się, że nie ma mostu nad rzeką Sieu ! Właściwie to jest on w trakcie budowy i stoją na razie filary. Niestety brzeg rzeki jest w tym miejscu dość wysoki i szkoda męczarni by próbować się przedostać przez bród. Analizowałem jeszcze możliwość przejechania nieodległego brodu przez rzekę, ale tam z kolei wyleciały kolejne psy. Darowałem sobie..... Wracam kawałek i jestem zmuszony nadłożyć odrobinę drogi by mieć możliwość przedostania się na drugi brzeg. Mógłbym też wrócić bo w sumie nocowałem niedaleko mostu na rzece, ale perspektywa wjazdu na górę jakoś mi się nie widziała 😉 Odcinek, którym właśnie jadę to część długodystansowego szlaku Via Transilvanica. Jest to szlak pieszy, rowerowy i konny. Mierzy aż 1400 km i około 41000 metrów przewyższeń. Jest, więc dość wymagający.... Teraz tak sobie pomyślałem czy może by kiedyś sobie go nie przejechać ? Mogłaby z tego wyjść jakaś fajna przygoda !😀

Początkowo jadę po zupełnie nowej drodze. Pachnie jeszcze asfalt. Zupełnie jakby wczoraj była tu wylana warstwa bitumiczna. I chyba właśnie tak było bo po pewnym czasie mijam jakąś bazę gdzie stoi sprzęt budowlany. No i oczywiście jak to często bywa podczas takich robót droga się kończy i jestem zmuszony jechać po luźnym tłuczniu. Na drodze tej nie spotkałem ani jednego samochodu. W końcu nie mają tutaj po co jeździć skoro nie ma jeszcze mostu 😉
Do głównej drogi mam zamiar dotrzeć w miejscowości Mărișelu. Po drodze mam solidny podjazd. Widoki na dolinę, którą płynie rzeka są niczego sobie.






Po trochę niebezpiecznym zjeździe docieram do głównej drogi. Ona też jest remontowana, ale tutaj z kolei jeździ sporo samochodów.

Docieram do Sieu. Tutaj trafiam na market Profi. Mogę, więc zrobić zakupy. Jem drugie śniadanie na miejscu.


Kolejna miejscowość to Șieuț. Za nią wymagający podjazd na przełęcz, ale po drugiej stronie już tylko zjazd do rzeki Mureș i miasta Reghin.
Tutaj dłuższa przerwa na placu centralnym. Rynek to jednocześnie park. Bardzo dużo tutaj zieleni. Jest też kilka pomników i okazała fontanna.






Drogą krajową jadę w kierunku miasta Târgu Mureș. W ostatniej chwili decyduję się miasto ominąć jako, że kiedyś już tu byłem. Wymyśliłem sobie trasę rowerową od miejscowości Święty Jerzy(Sângeorgiu de Mureș).Nawierzchnia jest szutrowa i delikatnie się wznosi. W przeszłości chyba były plany by wybudować biegnącą tędy nową drogę. Dzisiaj stoją tylko jakieś pojedyncze przęsła estakady. Podoba mi się okolica !






Po osiągnięciu niewysokiej przełęczy pora zjechać na dół do Miejscowości Poienița. 



Dalej droga w znacznie gorszym stanie. W zasadzie nie wiem dlaczego zaczynam kombinować z trasą próbując sobie skrócić drogę 😉


Po godzinie czasu docieram do miasteczka Miercurea Nirajului. Najwyższa pora uzupełnić zapasy w lokalnym sklepie.



Powoli idzie zmiana pogody. Dziś w okolicy prognozują burze i to takie bardzo intensywne. Przedzieram się przez wzniesienia do miejscowości Sângeorgiu de Pădure. W miejscowości stoi późnobarokowy pałac rodziny Rhedey. Niedawno wyremontowany jak również park w stylu francuskim. 





W powietrzu panuje niesamowity zaduch. Na niebie pojawiają się pierwsze obłoki zwiastujące zmianę pogody. Aura zmienia się błyskawicznie. Po kilku minutach jestem nad sztucznym jeziorem Bezid. Wiele osób zażywa kąpieli. Jest coraz bardziej duszno, a zza wzniesień dochodzą pierwsze pomruki burzy....




Tutaj nad jeziorem wymyślam sobie trasę na dalszą część dnia. Jednocześnie analizuję tak mapy zachmurzenia by jednak ominąć burze. Zjeżdżam na jakąś szutrową drogę. Spadają pierwsze krople deszczu. Chowam aparat głęboko w bagaże co by zabezpieczyć sprzęt przez deszczem.



Nawierzchnia drogi staje się coraz gorsza. Strasznie telepią mi się bagaże. W pewnym momencie widzę wtopiony w drogę kamień, a na min natura wyrzeźbiła cyfrę10 ! Oczywiście wszystko to tylko zbieg okoliczności. Szkoda, że kamień był przełamany bo chętnie zabrałbym go jako pamiątkę z podróży.



Nagle mój telefon zaczyna wyć jak jakaś syrena strażacka, a następnie słyszę jakiś glos kobiecy. Okazuje się, że to rumuński komunikat dotyczący możliwości wystąpienia gwałtownych burz.
Już miałem ruszyć w drogę gdy słyszę jakieś sapiące zwierzę. Początkowo zaczynam się rozglądać za jeleniem...... A tu nagle z wysokiej trawy wychla się niedźwiedź ! Adrenalina od razu podskoczyła ! Szkoda, że aparat mam schowany głęboko.... Chyba był bardzo wystraszony widokiem człowieka bo szybko poruszał się w stronę lasu. Co kilka kroków zatrzymywał się i odwracał w moim kierunku stojąc na tylnych łapach. Obserwowałem go do momentu aż zniknął mi z oczu w lesie. Jeszcze chwilę zajęło czasu zanim ruszyłem w dalszą drogę.
Idzie kolejna burza, ale tym razem wydaje się, że będzie znacznie więcej deszczu. Przejeżdżam przez kilka mniejszych miejscowości. W wioskach jest asfalt, ale już pomiędzy nimi polna droga. Łapie mnie ulewa....




Docieram do miejscowości Eliseni, a jednocześnie do "cywilizacji". W centrum miejscowości kilka lokalnych sklepików i wokół nich skupia się życie mieszkańców. Kręci się tutaj chyba z kilkadziesiąt osób. Głównie młodzieży.
Robię zakupy i jadę dalej na południe. Zaraz będzie zachód słońca. Na szczęście już nie ma deszczu w prognozach.








Tego dnia udaje się jednak dotrzeć na przedmieścia Sighisoary, ale samo miasto sobie odpuszczam. Postanawiam wstać jutro wcześnie i na spokojnie pokręcić się po mieście gdy będzie mniejszy ruch w zabytkowym centrum 😉




Dystans dnia - 150 km

I mapka poglądowa 😀

cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz