Po raz kolejny wstaję przed wschodem słońca. Już o tej porze ścieżką rowerową spacerują ludzie ze swoimi czteronożnymi pupilami. Nie chcę by zwracali na mnie uwagę. Wygodnie się spało tym razem w rozwieszonym hamaku 😀
Startuję.... W pierwszym napotkanym sklepie robię spore zakupy. Dzisiaj czeka mnie bardzo wymagająca trasa. Zapasów wody muszę mieć sporo bo tutaj kiepsko będzie z możliwością uzupełnienia zapasów.
Już wiele lat temu postanowiłem, że przejadę tą trasę z Brezoi do Petrosani. To bagatela 110 kilometrów po górach gdzie dwukrotnie osiąga się wysokość niemal 1600 m n.p.m! Dzisiaj szykuje się mocno widokowa trasa. Przynajmniej mam taką nadzieję 😀
Tutaj w dolinie jeszcze słońce nie zagląda, ale to tylko kwestia czasu jak zacznie prażyć. Dobrze, że jestem w górach bo dzisiaj ma być najbardziej upalny dzień. Tutaj nie powinno to być tak odczuwalne...
W Brezoi zaraz przy głównej drodze zobaczymy okazały pomnik poświęcony poległym w Wielkiej Wojnie. Nie sposób go nie zauważyć.
Jezioro Brădișor ma powierzchnię ponad 229 ha i powstało na potrzeby elektrowni wodnej, którą ukończono w 1982 roku. Zapora ma wysokość 62 metry i długość 220 metrów.
Widoki dookoła są bajeczne !
Gdyby nie spacerujące luzem krowy i owce to można by rzec, że trasa jest mało obfita w atrakcje. Tereny, przez które przejeżdżam są przeważnie zalesione i na razie z widoków nici. Wysoka temperatura zaczyna doskwierać. Na szczęście co jakiś czas przy drodze sią źródełka z orzeźwiająco chłodną wodą. Czasami zrobię pauzę by pomoczyć się w rzece.
Za miejscowością koniec sielanki. Właśnie zaczyna się najtrudniejszy odcinek na tej trasie. Przede mną około 30 kilometrów ciężkiej i krętej trasy nad jezioro Vidra. Szkoda, że akurat ten odcinek jest zupełnie pozbawiony widoków. Wszędzie w koło tylko drzewa. Nie ma nawet nic ciekawego po drodze tylko męczarnia na podjeździe w ten upał.
Zaraz za jeziorem trafiam na nowy ośrodek wypoczynkowy. Jest tak nowy, że jeszcze go nie ma na zdjęciach lotniczych 😉 Jednak najważniejsze jest to, że trafiam na sklep ! No w końcu ! Niewielki to sklepik, ale najważniejsze, że mogę kupić coś do picia. Akurat jest dostawa towaru. Wdaję się w rozmowę z młodym kierowcą. Chętnie napiłbym się zimnego piwa, ale nie ma żadnego, które kojarzyłoby się z Rumunią. Tylko jakieś Carlsbergi, Tuborgi i Heinekeny 😒 Na pytanie dlaczego nie mają żadnego typu Bucegi czy inne Ursusy dostawca podrapał się po głowie i stwierdził "a to bardzo ciekawe pytanie". Myślę, że już niedługo po mojej wizycie w ofercie sklepu pojawiły się kojarzące się z Rumunią marki 😉
Oczywiście rozmowa przeważnie dotyczyła mojej wyprawy i rowerów. Okazało się, że to pasjonata dwóch kółek, ale elektrycznych. No z takim to ja nie pogadam. Był ponoć raz na nieodległej i najwyższej przełęczy Karpat - Urdele. Tylko jak porównywać wjazd na elektryku z wjechaniem tam obładowanym bagażami rowerem. A to mi się udało kilka lat temu 😉💪
Tym czasem pora jechać dalej na nieodległe skrzyżowanie ważnych w tej okolicy dróg w Obârşia Lotrului.
Coraz gorzej tutaj. Jak pamiętam jeszcze kilka lat temu nie było tu takiego "lunaparku". Wszędzie same stragany z pamiątkami i stoiska gdzie można zjeść coś tłustego. Nawet się nie zatrzymałem. Za duży tu tłum. Nawet przecisnąć się było problemem bo zatrzymuje się tutaj chyba każdy samochód z turystami, którzy później chodzą po całej jezdni i mają innych za nic....
Kawałek dalej odbijam na Petrosani. Jednocześnie mijam zjazd na wcześniej wspomnianą przeze mnie przełęcz Urdele. Z jednej strony była i to niemała pokusa by ponownie tam po latach wjechać, ale z drugiej strony chciałem też zobaczyć coś nowego. Przezwyciężyłem się i wjeżdżam na przełęcz Groapa Seaca(1575 m). Droga jest bardzo zniszczona, ale wydaje mi się, że niedługo będzie tutaj nowy asfalt bo wiele odcinków jest go zupełnie pozbawionych i jedzie się po luźnych kamieniach.
Wyciągam po raz ostatni w dniu dzisiejszym drona. Okolica jest warta by ją uwiecznić z ptasiej perspektywy.
A teraz przyjemna część trasy. Szybki zjazd w dół .... Jest szybko, wąsko i niebezpiecznie na krętej trasie. Bardzo szybko wytracam wysokość. Po drodze ciekawe miejsca odpoczynku i kilka kaskad na malowniczym odcinku rzeki Jieț No i co ciekawe... Niemal w każdym możliwym miejscu ktoś biwakuje. Wszędzie stoją kampery lub są porozbijane namioty.
Nawet się nie zorientowałem jak wyjeżdżam z kanionu, którym płynie rzeka. Wyjeżdżam an rozległą dolinę. Tutaj coś mocno zaczyna wiać.
Docieram do Petrosani. Trzeba zrobić zapasy. Tym razem to chodzi przede wszystkim o prowiant. Jest już dość późno. W prognozach są wieczorne burze. Ponoć mają być bardzo intensywne. Na razie kręcę się po tym malowniczo położonym miasteczku. Ten dawny ośrodek wydobycia węgla kamiennego powoli zamiera i coraz bardziej się wyludnia. Powodem też jest to, że miasto jest położone w dość znacznej odległości od większych aglomeracji. Jak dla mnie powinno bardzo mocno postawić na rozwój turystyki bo to genialna baza wypadowa w kilka pasm górskich. Konkretnie to aż sześć pasm górskich i to niebyle jakich !
Robię ostatnie dziś zakupy bo przede mną długi odcinek bez cywilizacji. Jadę na południe doliną rzeki Jiu. Niemal cała trasa do końca dnia wiedzie przez Park Narodowy Defileul Jiului. W tym miejscu rzeka przedziela pasma górskie Parang i Valcan tworząc przełom i malowniczy kanion. Szkoda tylko, że jedyna opcja przejazdu to droga krajowa. Niby nie ma jakiegoś tragicznego natężenia ruchu, ale jednak trzeba bardzo uważać. Szczególnie na ciężarówki.
Niestety pogoda bardzo mocno się psuje. Dziś wieczorem prognozowane są bardzo intensywne, a wręcz niszczące burze z porywistym wiatrem. Muszę wyjechać z gór bo tam przeważnie nawałnice nabierają na sile.
Po niespełna dwóch godzinach szybkiej jazdy docieram pod monastyr Lainici.
Coraz częściej dochodzą do mych uszu pomruki burzy. Muszę się ewakuować.....
Po kolejnej godzinie w końcu wyjeżdżam z Gór. Burza siedzi mi dosłownie "na ogonie". Zjeżdżam w Bumbesti na podrzędną drogę w celu znalezienia miejscówki na biwak. Zaczyna się ściemniać i już widać błyskawice na północy. Za daleko już nie ujechałem. Po zaledwie trzech kilometrach jestem zmuszony natychmiast się zatrzymać. Zerwał się tragicznie silny wiatr. Udaje mi się znaleźć dwie małe akacje gdzie rozwieszam płachtę biwakową i hamak. Nie chcę rozbijać się w większych skupiskach starych drzew. Przynajmniej jak młode drzewko to może nie wyrwie go z korzeniami.
Pierwsze uderzenie burzy było najsilniejsze. W koło słychać było łamane drzewa, ale to po drugiej stronie jezdni w miejscowości Gornacel. Po 22 trochę się uspokoiło, ale cały czas było słychać pomruki burzy, która wycofała się nad góry. W nocy często nieboskłon przecinały błyskawice rozświetlające całą okolicę......
Dystans dnia 150,1 km
Mapka dnia 8:
cdn


















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz