Spokojna noc tym razem za mną. Nie powiem, ale ta miejscówka gdzie nocowałem była świetna !W nocy zanosiło się nawet na burzę bo grzmiało w okolicy, a echo z kanionu rzeki znacznie potęgowało jej odgłosy. Burza przeszła jednak gdzieś nad górami po północnej stronie. Nawet jeżeli by się napatoczyła w moje okolice to ja leżakowałem i tak pod wiatą 😉
Zbieram się do drogi skoro świt. Nie chcę by mnie ktokolwiek widział jak biwakowałem w tym miejscu 😛
Zjeżdżam kawałek w dół i tam już znad samego brzegu Dunaju startuję dronem. Plan był prosty. Wykonać kilka zdjęć z powietrza "Żelaznych Wrót" lub jak kto woli "Żelaznej Bramy". Cały ten przełom Dunaju jest chyba najbardziej widokowym na całym biegu rzeki. Jest to dystans niemal 100 kilometrów pomiędzy Serbią i Rumunią.
Mijam ruiny zamku Cetatea Tricule malowniczo usytuowane nad brzegiem rzeki dwie wieże. Kiedyś były trzy, ale po spiętrzeniu wód rzeki zaporą elektrowni wodnej znalazła się ona pod wodą. Zamek służył do obrony przed Osmanami, a następnie był obiektem celnym. Obiekt wzniesiony prawdopodobnie pomiędzy XIII i XIV wiekiem.
Woda w rzece jest ciepła, więc trzeba się umyć i ogolić.
Dzisiaj wyprzedza mnie ten sam rowerzysta na gravelu co wczoraj. Ma minimalny bagaż i jedzie znacznie szybciej. Ciekawe bo kilka godzin później znowu mnie wyprzedzi 😅
W dali widzę już zamek Golubac. Tak, więc jestem już u wylotu z przełomu Dunaju.
Moim celem jest Belgrad. Jednak nie ma opcji bym tam dotarł w dniu dzisiejszym. Przede mną Nadłożenie drogi tak by dotrzeć do przejścia granicznego i jednocześnie przedostania się na drugi brzeg rzeki Nera.
Odprawa przebiega bardzo sprawnie. Oprócz mnie nie ma na przejściu nikogo, a pogranicznicy wydają się bardzo znudzeni swoją pracą 😉
Jednak zanim tam dotrę jeszcze minie kilka godzin. Teraz w okolicy Moldova Nouă postanowiłem zaliczyć jeden niewielki podjazd tak dla urozmaicenia. Trochę się przeliczyłem i jednak w połowie drogi zawróciłem bo bym trochę za dużo czasu stracił. Lecę dalej wzdłuż Dunaju aż do miejsca gdzie rzeka Nera wpada do niego.
W dali widać już górki w okolicy miasta Vrsac.
Jazda wzdłuż rzeki Nera nie należała do tych najłatwiejszych. Ja osobiście akurat nie przepadam za takim profilem trasy gdzie mam ciągle podjazdy i zjazdy. Wolałbym jeden konkretny podjazd. Tutaj nie ma alternatywy i tak najłatwiej jest dotrzeć do miejscowości Naidăș. Tutaj przekraczam granicę z Serbią.
Po Serbskiej stronie pierwsza miejscowość to Kaluđerovo. Myślałem, że trafię tu na jakichś czynny sklep jak to przeważnie była w miejscowościach przygranicznych, ale tutaj wszystko zabite po prostu dechami. Nie pozostaje mi nic innego jak jechać dalej w kierunku kolejnej miejscowości, którą jest Bela Crkva.
Tutaj dla odmiany miasto tętni życiem. Pierwsze co to wybieram kilkaset dinarów z bankomatu. Mieć gotówkę to podstawa. Potem zakupy gdzie i tak zapłaciłem kartą.... 😅
Jadę dalej w kierunku miejscowości Dubovac. Powoli zastanawiam się nad miejscówką na nocleg bo właśnie zastaje mnie zachód słońca. Problem w tym, że w okolicy nie ma za bardzo drzew. .....
Znalazłem jakiś zagajnik tuż przy szosie, ale po chwili opuściłem to miejsce słysząc w niedalekiej odległości szczekające psy. Lepiej nie ryzykować znając naturę psów pasterskich, które lubią się szlajać po swoich terenach. Podjeżdżam jeszcze kilka kilometrów i w w końcu rozbijam się po prostu na polu, a moim schronieniem będzie płachta, z której zrobiłem coś na wzór namiotu 😉





































Dziwne, że Kaluđerovie nie ma sklepu, dwa lata temu był zaraz za przejściem, piłem tam piwo. I rok temu jadąc dzień czy dwa przed Tobą wydaje mi się, że ten sklep działał
OdpowiedzUsuńNapisałem "zabite dechami" w sensie, że wszystko zamknięte. Pewnie gdybym był wcześniej to byłby otwarty, ale ja miałem pecha ;)
Usuń