Podczas drugiej części zeszłorocznego urlopu udało się odbyć kilka wycieczek rowerowych. Ta, którą tutaj opiszę trafiła się zupełnie przypadkowo. Nawet nie myślałem by wsiadać tego dnia na rower bo plany były zupełnie inne.
I z racji, że ta wycieczka to zupełny przypadek to też nic dziwnego iż na trasę ruszam w południe. Dziś wymyślając na szybko gdzieby tu wyskoczyć decyduję się ruszyć do naszych południowych sąsiadów.
Kieruję się przełomem Dunajca do Czerwonego Klasztoru. Mamy piękną słoneczną pogodę, żadnych kontroli na przejściach granicznych nie spotkałem od dwóch tygodni. Co więcej podczas kilkukrotnej mojej bytności na terytorium Słowacji w ostatnim czasie nie widziałem nawet jednego radiowozu na drogach ! Za to turystów zarówno pieszych jak i tych poruszających się na rowerach pomiędzy Szczawnicą, a Czerwonym Klasztorem bardzo wielu. Jadąc tą malowniczą trasą trudno się nie zatrzymać i nie uwiecznić kilku widoków 😉