Była to jedna z trzech wycieczek rowerowych podczas drugiej części urlopu, który nie był ukierunkowany na rower. Ta, o której tu napiszę była ostatnią i najkrótszą. Troszku się ociągałem z wyjazdem. Zabrakło z pół godziny bym podziwiał jeszcze morze mgieł snujące się nad przełomem Dunajca.
Około godziny siódmej w najbardziej charakterystycznym miejscu przełomu Dunajca jeszcze snują się mgiełki. Jednak bardzo szybko znikają.
Wracam kawałek i odbijam na Lesnice. Zanim dotarłem ten kawałek do wioski po mgłach nie było już śladu. Jadę, więc dalej w kierunku przełęczy.



