Strony

piątek, 23 stycznia 2026

Eurotrip 2025 - Dzień 4 - 22.07.2025 - Węgry i Rumunia.

Obudziłem się....  Ciepła ta noc była strasznie. Przeważnie jest tak, że wieczorem jest ciepło, a o poranku człowiek telepie się z zimna. Tym razem było inaczej. Nad ranem musiałem rozpiąć śpiwór tak mi było ciepło. Na szczęście komarów nie stwierdzono, a mogło być ciekawie bo to bardzo podmokłe tereny i dodatkowo bezpośrednia bliskość rzeki Cisa.
Na spokojnie zwijam hamak i gdy tylko wzeszło słońce ruszam w dalszą trasę.. Kierunek miasto Kisvarda.
Po wale przeciwpowodziowym ruszam w kierunku mostu na rzece Cisa. Ile to już razy przekraczałem ta rzekę to naprawdę trudno zliczyć. Myślę że będzie bliżej dwudziestu razy.







Kisvarda to kilkunastotysięczne miasteczko. Bardzo spokojne o tej porze dnia. Chwilę kręcę się po centrum zaglądając w kilka miejsc. np. pod kościół Piotra i Pawła czy też pod dawną synagogę, w której obecnie mieści się muzeum.







Pierwsze dzisiejsze zakupy robię w miejscowości Vásárosnamény. Trochę pogoda mi się psuje. Na szczęście w prognozach nie ma dzisiaj opadów deszczu.


Śmigam po fajnej trasie rowerowej wiodącej wzdłuż Cisy. Tak docieram do miejscowości Kisar. Kawałek dalej zatrzymuję się pod drewnianą wieżą widokową. Dojazd do niej po ścieżce rowerowej istna mordęga. Korzenie rosnących przy ścieżce drzew podniosły asfalt i jedzie się jak po oranym polu 😕



Wieża nie jest wysoka, ale za to ciekawie wygląda. Tylko nie wiem po co ją tutaj postawiono. Z góry i z dołu widok dokładnie taki sam. Innymi słowy widoku po prostu brak.






Fehérgyarmat mniej określonymi ścieżkami kieruję się ku granicy z Rumunią w Csengersima




Granicę osiągam około 13tej. Trochę dziwne uczucie gdy przez całe życie człowiek wjeżdżał do Rumuni i musiał okazywać paszport lub dowód osobisty. Teraz przejście zieje pustką. Rumunia jest w końcu w strefie Schengen.



Witamy w Rumunii !

Od razu wymieniam euro na rumuńską walutę. Niby w wielu miejscach można płacić kartą, a mimo to wolę mieć przy sobie gotówkę. Zawsze okazuje się, że będzie potrzebna w najmniej spodziewanym momencie.



Ostatnia prosta i wjeżdżam do pierwszego miasta w Rumunii - Satu Mare.


Satu Mare to w tłumaczeniu znaczy po prostu Duża Wieś.
Prace archeologiczne prowadzone na terenie miasta wykazały, że w tym miejscu istniała osada już za czasów epoki kamienia i brązu. Natomiast pierwsze pisemne wzmianki na temat miejscowości pochodzą z X wieku. Właśnie według tych zapisków dowiadujemy się o  istnieniu w tym miejscu legendarnego rzymskiego grodu warownego zwanego Castrum Zotmar.
W XIII wieku miasto zostaje najechane i zdobyte przez Węgrów. Natomiast kolejne stulecia w dziejach miasta są bardzo burzliwe. Najpierw zajęte i splądrowane przez wojska Stefana Batorego. Potem przez armię osmańską, a następnie przez Habsburgów.
Kolejne wieki miasto znajduje się w granicach Węgier aż do roku 1918. Od tamtej pory należy do Rumunii. Mimo upływu dziesiątek lat Rumuni to 60 % populacji, a reszta to przede wszystkim Węgrzy. Jak w wielu miastach Transylwanii tak i tu słychać dwa języki.

Mimo tak bogatej historii ciężko znaleźć tu naprawdę stare zabytki. Świątynie to przede wszystkim pochodzące z XVIII wieku katedra Piotra i Pawła, również barokowy kościół ewangelicki. Cerkiew św. Michała Archanioła i Gabriela. Zobaczymy tu też fontannę Lupa Capitolina, synagogę czy niezbyt urodziwy jednak jeden z większych budynków mierzący około 100 metrów Pałac Administracyjny.








Co mi jako cykliście podoba się w tym mieście to to, że bardzo dobrze jest tu rozwinięta sieć ścieżek rowerowych. Szczególnie w centrum i nad samą rzeką Samosz.












Dalsza moja trasa wiedzie w górę biegu rzeki Samosz. Alternatywy tutaj nie ma za bardzo, więc poruszam się drogą numer 193. Przez resztę dnia towarzyszy mi widok malowniczego pasma górskiego Ignis.




Duża część popołudniowej trasy to jazda po drodze będącej w remoncie. Bezdomne psy to częsty widok w Rumuni. Po młode psiaki poniżej spotkałem w okolicy miejscowości Valea Vinului. Szkoda mi ich było bo bardzo skowyczały. Podzieliłem się z nimi moją kolacją. W sumie to nakarmiłem je wszystkim co miałem. Najwyżej położę się spać głodny 😉





 Dzisiaj już niewiele przejechałem za dnia. Na starość coś mnie lenistwo dopada i staram się nie jechać po zmroku zbyt długo. Po przekroczeniu po raz ostatni rzeki Samosz kieruję się na Baia Mare. Nie docieram tam ani dzisiaj, ani dnia następnego.



Ciężko było znaleźć w okolicy dwa odpowiednie do rozwieszenia hamaka drzewa, więc decyduję się zrobić namiot z płachty biwakowej. Wystarczy odpowiednio ustawić rower i tą płachtę przerzucić nad mim. Legowisko jest mniej komfortowe bo mam znacznie bardziej twardo, ale przerabiałem to wielokrotnie i się do tego przyzwyczaiłem 😃


 
Szału z dystansem nie ma. Tym bardziej, że tereny, które pokonywałem są niemal płaskie, ale co tam. Ważna jest poznawanie nowego i ta przygoda !

Dystans dnia: 174,4 km

I na koniec poglądowa mapa z trasą tego dnia.


cdn


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz