Budzę się tuż przed wschodem słońca. To była przyjemnie ciepła noc. Jem na spokojnie śniadanie i oglądam spektakl budzącego się właśnie dnia. W międzyczasie zerkam na mapę, analizując ją i wybieram najbardziej optymalną na dzisiejszy dzień trasę.
Początek dnia jest dla mnie ciężki. Tak to jest jak w lipcu człowiek wsiada na rower i pokonuje jednego dnia 200 km po raz pierwszy w roku ! Formy brak, a bagaże swoje ważą. Dodatkowo trasa do Kalwarii Zebrzydowskiej jest dość wymagająca 😉 Za to po drodze widzę ciekawy bilbord.
Natomiast w centrum tego niewielkiego miasteczka stoi kościół św. Józefa.
W miejscowości Izdebnik odbijam na Sułkowice. Tam jednak nie docieram bo kieruję się bezpośrednio na Myślenice. Każdy kto jechał w kierunku Tatr od strony Krakowa musiał przejeżdżać przez to miasto jednak niewiele osób tutaj się zatrzymuje. Ja również gdy tu bywałem to tylko przejazdem. Teraz wjeżdżam w centrum.
A tam zoonk... rynek wygrodzony barierkami i jest zakaz wstępu !. Na środku stoi scena.
Po osiągnięciu przełęczy Przysłop 750 m n.p.m. rozpoczynam zjazd do doliny rzeki Kamienica. Wzdłuż tej rzeki dotrę aż nad Dunajec. Robię zakupy w centrum Kamienicy.
Zniesmaczony jadę dalej wzdłuż rzeki Raba. Początkowo jadę po głównym szlaku beskidzkim wytyczonym pod rower. Następnie po Velo Raba do Mszany Dolnej.
Na dalszą trasę wybieram drogę nr. 968 na Lubomierz. Wolę jeden konkretny podjazd, a potem to już długi zjazd.
Wjazd do Szczawnicy aktualnie całkowicie rozkopany i zmotoryzowani muszą mieć bardzo dużo cierpliwości stojąc w korkach. Nawet dwa miesiące później nic się nie zmieniło. Co prawda jakiś tam postęp prac był widoczny, ale jak się stało w korkach tak się i we wrześniu stało 😉
Sama przełęcz niedługo całkowicie się zmieni bo powstaje tam duży hotel. Aktualnie wylano fundamenty. Jednak widoki są niezmienne 😀
W Kamience zdążyłem jeszcze kupić coś do picia w sklepie przed jego zamknięciem. Robi się już późno. Teraz jazda w kierunku Starej Lubovli wzdłuż rzeki Poprad.
Moje poranne planowanie z mapą dzisiejszej trasy skończyło się właśnie na Starej Lubovli. Teraz pora zdecydować jak będę dalej jechać. Chociaż pozostało mi już niewiele dnia to wybieram dość wymagającą opcję. Objeżdżam od wschodu pasmo Gór Levockich. Największe wyzwanie czekało na mnie za miejscowością Šambron.
Jakiś miejscowy mnie ostrzegał przed trudnościami, ale ja znam ten odcinek. Jednak jechałem tamtędy samochodem, a nie rowerem. To jednak inna bajka gdy na koniec dnia przychodzi człowiekowi pokonać tak stromy podjazd będąc zmęczonym.
Dystans dnia - 163,1 km
cdn



















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz